Skip to main content

Full text of "Rok 1863 na kresach mohilewskich"

See other formats


Edward 
kresach 




DK 

507 

.9 

M64M35 

19?0 

Cl 

ROBA 



Digitized by the Internet Archive 

in 2010 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/rok1863nakresach00mali 



EDWARD MALISZEWSKI. 



KOK 1863 

NA KRESACH MOHILEWSKICH 



IXWM 



KWNYM^ 



F^som 




WYDAWNICTWO „STRAŻY KRESOWEJ" 

WARSZAWA, NOWY-ŚWIAT hfa 21. 
1920. 



Rok 1863 

na kresach mohilewskich. 

I. Ziemia i ludzie. 

Odcięte toporem rozbiorowym już w r. 1772-im od żywego organiz- 
mu Rzeczypospolitej najdalsze jej województwa kresowe nad Dzwmą 
Tgórnym Dmeprem poioione, najwcześniej też ze -^^y^^f '^^ zjejn po s >ch 
doświadczać zaczęły prób ucisku i rusyfikacji '",^J5^y^'\,^,7P°';',i\if; 
najściślej z nowym organizmem państwowym, do którego zostały włączone. 
Niemal ednocześnie z\iepska po polsku drukowanemi płaka am, ley In - 
peratorskiey Mości Naymiłościwszej Pani", Katarzyny II, do ]e] nowych, 
Tol k?Jh z 'rodu ł języka poddanych, obw-ieszczającemi o inkorporacji ziem 
tych do Rosji, sypać się zaczęły ukazy i rozporządzenia rzucające pod- 
waliny pod zamierzone dzieło możliwie zupełnej unif.kacji. Więc przede^ 
:;szys'tkiem zwrócono uwagę na ziemię, główne, bodaj J.^dy^e utaj rodło 
bo4ctwa krajowego. Pierwszym łupem skarbu rosyjskiego stały się eko 
nomje króleiskie i starostwa. Ekonomja mohilewska, w województwie 
m^Sawskiem położona, składała się z 3 miast: ^ohilewa Czausow , Cz^- 
rykowa, oraz 138 wsiO, nie licząc ogromnych, me cenionych zresztą ^ow 
czas, obszarów leśnych. Starostw niegrodowych było w wojew. mscislav^- 
skiem 27. W obrąb nowej gubernji mohł ewskiej weszło nadto ze 20 sta- 
rostw z powiatu rzeczyckiego w województwie mińskiem, m. in_ olbrzy 
mie dobra czeczerskie, homelskie, propojskie, ^oljf';"^'^^''^;,^^'?,^'!'';^!^^^^^ 
rostw z dawnego województwa witebskiego, np. babinowickie i orszanskie. 
Dalej zagarnięte zostały na skarb majątki tych wszystkich ziemian, prze- 
ważnie z^idJin magna'ckich, którzy Joleli pozostać w obrębie uszczuplo- 
nej Rzeczypospolitej i me złożyli przysięgi na wierność "^ej władczyni 
białoruskich ziem kresowych. Byli to: wojewoda ^'enskiks. Karol Kadź 
witł, kanclerz litewski, Michał Czartoryski, hetman lit., l^^^^chałOgnkgeiu 
wielkopolski, Mniszech, starosta rzeczycki, ks. Radziwiłł, k.ązętaLubeccy 
oraz pisarz lit., Pac. Niemal każdy z tych magnatów miał tu po kilkadzie- 
siąt wsi, a w nich po kilka tysięcy włościan^). Conajmniej połowa całego 



') stan. Kościalkowski: „Ze studjównad dziejami ekonomi] królewskich na Litwie". 
Rocznik V Tow. Przyjaciół Nauk w Wilnie za lata 1911-1914. 

») P Żukowicz: .Unrawlcnje i si.d w /apadnoj Rossii w carstwowanie tkateryny 11 . 
Żurnal Ministerstwa Narodnawo Proswieszczenja, 1914 r. za luty i nast. 



obszaru nowoutworzonej gub. mohilewskiej znalazła się w ten sposób w rę- 
ku nowycti władz. Nie omieszkały one zaraz skorzystać z tego odpowie- 
dnio do swoicłi celów. Na bok poszły względy na skarb państwa, gdy na 
oku były ważniejsze cele polityczne. Olbrzymie obszary ziemi, pokon- 
fiskowane dotycticzasowym dziedzicom i starostom polskim, rozdane zo- 
stały z hojnością niekiedy zdumiewającą dworakom i generałom rosyjskim. 
Wśród obdarowanycłi byli: Czernyszew, Potemkin, Rumiancew, Zoricz, Pas- 
sek, Ostermann i wielu, wielu innycti. Rzucone zostały w ten sposób 
mocne podwaliny pod rosyjski stan posiadania w tym kraju. I cłioć póź- 
niej nieco, w ciągu pierwszej połowy XIX-go stulecia, żywioł polski od- 
zyskać zdołał niemało utraconycli poprzednio placówek, własność ziemska 
me stała się tu już nigdy, jak w innycti powiatach Litwy i Rusi, jednoli- 
cie polską, a pochodzące z tych pierwszych nadań wielkie dobra homelskie, 
czeczerskie, propojskie i t. p. pozostały we wszelkich okolicznościach silną 
ostoją rosyjskości. 

Jednocześnie z przewrotem w stosunkach własności ziemskiej rozpo- 
czął rząd rosyjski bez dłuższej zwłoki energiczną akcję unifikacyjną i na 
innych polach')- Włościan unitów masami zapędzono do prawosławia, ko- 
ściół katolicki usiłowano przy pomocy usłużnego metropolity Siestrzeńce- 
wicza wprowadzić na bezdroża-), rozpoczęto również na dużą skalę pró- 
bę zbliżenia wyższych warstw rosyjskich i polskich na polu towarzyskiem 
i matrymonialnem. Nie można powiedzieć, aby akcji tej nie towarzyszyły 
wcale znaczne sukcesy. To też gdy w r. 1812 korpus polski pod wodzą 
ks. Poniatowskiego zawitał w strony mohilewskie, spotkało go naogół 
wśród rodaków miejscowych przyjęcie więcej niż oziębłej. 

Przyszedł jednak wkrótce potem wspaniały rozkwit ducha polskiego 
na Litwie. Ideały filareckie z Wilna promieniować zaczęły na cały kraj, 
budząc wszędzie „dawnych Polaków dumę i szlachetność". Ten prawdziwy 
przewrót w pojęciach, jakiego wśród społeczeństwa polskiego na obsza- 
rach od Telsz aż po Orszę dokonała garść genjalnych entuzjastów z po- 
śród młodzieży wileńskiej, podniósł tu wszędzie cenę i wartość Polski na 
niedostępne dotąd wyżyny. Ku górnym szlakom wysokiej cywilizacji pol- 
skiej zwróciły się teraz znowu z całą mocą najgłębszego przywiązania 
wszystkie poczciwsze serca, wszystkie szlachetniejsze umysły. Wśród filare- 
tów wileńskich znalazło się i kilku mohilewian: Stanisław i Stefan Mako- 
wieccy, Józef Staniszewski, Sleżanowski'). Oni to zapewne pierwsi przynie- 
śli tu i szczepić zaczęli na ziemiach naddnieprzańskich tak zwięzłe i proste, 
a tak jasne i wymowne zarazem hasła filareckie: ojczyzna — nauka — cnota. 
Do wyższego tonu dostrajać się odtąd zaczyna całe życie polskie na tych 
dalekich kresach białoruskich. I oto już w r. 1831-ym, choć walka zbrojna 
nie rozciągnęła się aż nad górny Dniepr i Dźwinę, zauważyć można lekkie 
drgnięcie wśród tego samego ziemiaństwa motiilewskiego, które tak nie- 
dawno jeszcze, podczas przybycia wielkiej armji Napoleona, zachowywało 



') Obszerniej o tern w pracy H. Mościckiego: .Dzieje porozbiorowe Liwy i Rusi". 
Tom I. Wilno b. d., str. 1—70. 

2) Maciej Loret: .Kościół katolicki a Katarzyna II (1772—1784)." Warszawa 1910. 

^) Janusz Iwaszkiewicz: , Litwa w roku 1812". Warszawa 1912. 

*) T. Wierzbowski: .K istorji fajnych obszczestw sredi litewsko-polskoj molodie?i 



w 1819-1823 godach". War'szawa 1898. sfr. 86 i nast. 



się naogół ze zdecydowaną conajmniej rezerwą'), Wielce charakterystycz- 
na dla nastrojów miejscowych jest zmiana kierunku politycznego wśród 
wiodącej prym w tych stronach gałęzi dubrowieńskiej rodu Lubomirskich. 
Gdy w r. 18r2-ym książęta ci opuścili swoje majątki podorszańskie, cofa- 
jąc się w głąb Rosji wraz z całą armją Kutuzowa, w której zajmowali 
wyższe stopnie oficerskie, obecnie, podczas rewolucji listopadowej, syn ich 
i siostra sami należą czynnie do ruchu zbrojnego, skierowanego przeciwko 
Rosji z myślą o odbudowie własnej niepodległej ojczyzny-). 

Całkowita rozbieżność interesów polskich i rosyjskich w tym kraju, 
zaznaczająca sią już coraz to wyraźniej w ostatniem dziesięcioleciu przed 
wybuchem rewolucji listopadowej, zaczyna teraz przybierać formy ostrzej- 
sze. Z inicjatywy gubernatora mohilewskiego, Murawjewa, tego samego, 
który później w r. 1863-ym miał sobie zyskać smutną sławę zezwierzęco- 
nego zupełnie okrutnika, rusyfikacja zewnętrzna gubernji zaczyna iść szyb- 
szem tempem. Ukazem carskim z d. 11 stycznia st. st. 1832 r. skasowane 
zostały na Litwie .polskie urzędy": podkomorzych, komorników, woźnych 
i chorążych. Przedtem jeszcze, ukazem z d. 6 grudnia st. st. 1830 r., ogra- 
niczone zostało prawo głosowania na sejmikach szlacheckich, przysługujące 
odtąd tym tylko, co posiadają „niemniej 100 dusz poddanych płci męskiej 
lub niemniej 3.000 dziesięcin chociażby pustej ziemi"^). Ukazem z d. 1 
maja st. st. 1832 r. wprowadzono obowiązkowe mundury szlacheckie kro- 
ju urzędowego rosyjskiego dla marszałków szlachty i innych urzędników 
z wyborów, a ukazem z d. 5 maja st. sL 1839 r. pozbawiono szlachtę 
prawa wyboru prezesa izby cywilnej, najwyższej lokalnej instytucji sądowej. 
Rozpoczęto również na wielką skalę już w r. 1832 przesiedlanie drobnej 
szlachty do Rosji, oraz przeprowadzano systematycznie w ciągu dziesię- 
ciolecia 1830—1840 zamykanie istniejących dotychczas, z prawdziwym po- 
żytkiem dla ogółu, licznych a dobrych szkół polskich. Ukaz z d. 22 lut. st. st. 
1835 r. zakazywał od r. 1836 nauki języka polskiego w zakładach szkol- 
nych w gub. witebskiej i mohilewskiej^). Władze petersburskie zwróciły 
teraz wogóle najpilniejszą uwagę na sprawę ujęcia w swoje ręce nauki 
młodzieży szkolnej. „Uznawszy za konieczne— głosił ukaz carski do senatu 
rządzącego z d. 28 lut. 1834 r.^). — przekształcić we wszystkich od Polski 
przywróconych gubernjach wydział edukacyjny, stosownie do rzetelnych 
pożytków tamecznego kraju, zamyślaliśmy urządzić dla okręgu białoruskiego 
wyższy zakład naukowy w Orszy, któryby z czasem w. obszernie jszem roz- 



') Wiadomości o sekwestrach majątków w gub. mohilewskiej: Tygodnik Peter s 
burski z r. 1831 n. '!3, z r. 1832 n. 11, .2, 47 i dalsze. 

') „Nałożono areszt na 800 dusz obywatelki Amelji Stempkowskiej (z domu ks. Lu- 
bomirskiej) w orszańskim powiecie z powodu, iż się znajdowała zbrojno w zgrai polskich 
buntowników". Tyg, Pet., 1832 r. n. 22. .N. Cesarz Imć raczył rozkazać nie przyjmować 
do żadnej służby rządowej i do wyborów szlacheckich, do dalszego rozporządzenia zwierzch- 
ności, księcia Władysława Lubomirskiego, który należał do ostatniego powstania". Tyg. 
Pet., 18.33 r. n, 67. Wzmiankowana powyżej Amelja z ks Lubomirskich l-v. Janowa Czor- 
bowa, generałowa ros., 2-v. Janowa Stempkowska, była córką ks. Franciszka-Ksawerego L. 
z Dubrowny, gen.-lejtenanta w. rosyjskich, z drugiej jego żony, Teofili z Rzewuskich. Uczest- 
niczyła w powstaniu radomyskiem na Polesiu kijowskiem. 

») Tyg. Pet., 1831 r., n. 97. 

<) 1. c. 1836 r., n. 6. 

5) I. c, 1834 r., n. 19. 



winięciu mógł zastąpić zniesiony uniwersytet wileńsl<i." Na wybudowanie 
odpowiednich gmachów wyasygnowano już 209.508 rb. sr. i 3.522 rb. asy- 
gnatami-terazjednak okazało się, że „wzniesienie gmachów w Orszy na cel 
pomieszczenia liceum— z powodu odkrytych wtem mieście niedogodności— 
nie może być dokonane z pożądanym skutkiem", że zaś nadto powstał 
już jednocześnie uniwersytet w Kijowie, przeto projektu założenia wyż- 
szego zakładu naukowego w Orszy poniechano zupełnie. Założono nato- 
inia"st w kilka lat później instytut agronomiczny w Horkach'), który w ciągu 
paru dziesiątków lat ściągał w swe mury liczną młodzież polską ze wszystkich 
gubernij Litwy i, pomimo swego ustronnego położenia oraz zewnętrznego 
charakteru rosyjskiego, przyczynił się niemało do zespolenia ówczesnej 
młodzieży w jednem wielkiem uczuciu patrjotycznem^). 

Pomimo jednak tych, zaznaczających się już coraz wyraźniej, prób 
przeprowadzenia możliwie całkowitej rusyfikacji kraju, pomimo coraz licz- 
niejszych skrępowań i ograniczeń, żywioł polski w okresie lat 1830 — 1863 
rozrastał się na obszarze gub. mohilewskiej z niepowstrzymaną wprost 
mocą. Po za kilku wielkiemi latifundjami rosyjskiemi, pochodzącemi jeszcze 
z nadań po pierwszym rozbiorze kraju (Homel, Propojsk, Strzeszyn), znacz- 
na większość własności ziemskiej przeszła tu już stopniowo napowrót 
w ręce polskie. Obieralne urzędy marszałkowskie, które za panowania Ale- 
ksandra I dość często dostawały się tu z wyboru w ręce obywateli Rosjan, 
w dobie mikoiajewskiej są już obsadzone prawie wyłącznie przez Polaków. 
Własność polska nabiera tu zresztą siły i tężyzny nietylko dzięki wykupy- 
waniu majątków rosyjskich, ale i skutkiem żwawo prowadzonej kolonizacji 
dóbr magnackich. W r. 1842 rozprzedane np. zostały na średnie posia- 
dłości wielkie dobra sanguszkowskie — Smolany, ciągnące się w pcw. sień- 
skim od granicy pow. orszańskiego aż ku Tołoczynowi. Przybyły wów- 
czas do pow. sieńskiego liczne rodziny: Świętorzeckich, Sławińskich, 
Czarnockich, Majewskich, Łukaszewiczów, Rogowskich, Sulżyńskich, Osie- 
cimskich, Jeśmanów, Wańkowiczów, Łomińskich i t. p.') Zasilała się tą 
drogą w nowe soki żywotne tutejsza rdzenna klasa ziemiańska, reprezen- 
towana przez rodziny Hołyńskich, Ciechanowieckich, Sianożęckich, Sołta- 
nów, Korsaków, Sipajłów, Faszczów, Dorja-Dernałowiczów, Korolków, 
Dziczkańców, Hurków, Tołpyhów, Piórów, Gordziałkowskich, Potapowiczów 
i t. p. Najsilniejszą jednak pod względem liczebnym podstawę polskości 
stanowiły i tu, jak na całej zresztą Litwie, gęsto osiadłe w niektórych 
powiatach okolice drobnoszlacheckie. 

Była ich tu naogół liczba wcale pokaźna. Koncentrowały się one po 
obu krańcach gubernji: zachodnim i wschodnim, tworząc dwie osobne gru- 
py, osiadłe nad Sożą i nad Drucią. Najgęściej zamieszkuje drobna szlachta 
okolice nad Sożą, zaczynając od Mścisławia przez Krzyczew i Czeczersk 
w stronę Homla ku Dnieprowi. W grupie nad rzeką Drucią drobna szlachta 



') Szkolą rolnicza w Morkach, założona w r. 1840, została w r. 1848 przekształcona 
na instytut aeronomiczny z kursem zrazu 4-letnim, później 3-letnim. .lednocześnie jednak, 
korzystając z licznych sil nauczycielskich założono, tu również szkolę średnią rolniczą oraz kursy 
taksatorskie. 

2) Stefan, Okulicz: , Przed laty". Wspomnienia. Kraków, 1910. 

') .1 ze Świętorzeckich Obiezierska: .Zamek kresowy w Smolanach". Kurier Li- 
tewski z r 1906,' n. 59. 



osiedliła się głównie koło Sienna, Czerei, Bobru i Tołoczyna w p. sień- 
skiin, dalej ku południowi, w p. moliilewskim, w dorzeczu Druci, koło 
Drucka i Białynicz, a potem jeszcze, choć już w słabszycli skupieniacli, 
przez Ozierany ku Roliaczewowi. W grupie wscliodnicj, nad Sożą, drobna 
szlactita przeważnie tworzy duże okolice od 40 do 850 głów (Osniolowiczc 
w p. kłimowickim). Natomiast w grupie północno-zachodniej, osiadłej nad 
Drucią, drobna szlachta mieszka rozproszona po drobnycli zaściankacli, 
folwarkacli i wsiach między włościanami. Okolica ludniejsza trafia się 
tu rzadko. 

Drobna szlachta w grupie nad Sożą otrzymała swoje grunta w bar- 
dzo dawnych czasach. Wiele rodzin wyprowadza się z czasów udziel- 
nego księstwa mścisławskiego. Ale większość uzyskała uznanie i potwier- 
dzenie swoich praw dopiero w XVII i XVIII wieku od królów polskich. 
Ta szlachta osadzona została na t. zw. ziemiach książęcych księstwa mści- 
sławskiego, do którego należały wówczas obszary późniejszych powiatów: 
mścisławskiego, klimowickiego, czerykowskiego i czausowskiego. Później 
dopiero, skolonizowane w ten sposób przez drobną szlachtę, grunta zostały 
nadane jej na własność. Pierwotne rodziny rozrastały się stopniowo, two- 
rząc niekiedy ogromne okolice, zamieszkane i dziś jeszcze przez jedną 
rodzinę, niekiedy dwie lub trzy, a rzadko kiedy przez cztery lub pięć' 
W pow. bychowskim wielka okolica Poplawszczyzna zamieszkana jest nie- 
mal wyłącznie przez Onoszków, w rohaczewskim— okolice Bohdanowicze, 
Hromyki, Sudziły, Korotki — przez Bohdanowiczów, Hromyków, Sudziłow- 
skich, Korotkiewiczów, rabina — przez Kurbackich, Grzymkowskich i Łasz- 
kiewiczów, Kurak — przez Konosiewiczów, Kurcków i in.; Popławy i Szczepo- 
towicze przez Drobyszewskich. W pow. kłimowickim ogromne okolice 
zamieszkane są wyłącznie przez Osmołowskich, Sakowiczów lub Hrynie- 
wiczów. 

Inną drogą pozyskała grunty drobna szlachta w grupie zachodniej, 
nad rzeką Drucią. Osiedlała się tam ona w dobrach magnatów lub na 
gruntach pierwotnie koronnych, później dopiero nadanych za zasługi wo- 
jenne i inne wybitniejszym ziemianom') i tak np. na gruntach rodziny Sia- 
nożęckich, gdzie powstały Wierbiczew, Ciercież, Anlusze, Marusieńki 
i Sianożatki, lub na gruntach rodziny Wykowskich, gdzie powstały Chcdo- 
sowicze i t. p. Grunta te drobna szlachta z czasem zakupowala na włas- 
ność. Ta drobna szlachta, jako napływająca później, częściej przenosiła 
się z jednego majątku do drugiego i stąd rodziny zmieszały się t;ik dalece, 
iż zazwyczaj w każdej okolicy prawie wszyscy gospodarze mają inne 
nazwiska. Jedynie w Sianożatkach istnieją liczne rodziny Żółtków. 

Ogółem — według spisu z r. 1865-go — w grupie zachodniej, nad 
Drucią, liczono 12.188 dusz drobnej szlachty, posiadającej 2.090 gospo- 
darstw w 521 osadach. Według wyznania było w tej liczbie: 10.447 kato- 
lików i 1.741 prawosławnych. 

W grupie zaś wschodniej, nad Sożą, naliczono 25.318 osób, posiada- 
jących 4.439 gospodarstw w 248 osadacli. Według wyznania: 19.491 pra- 



,MogiIewskaja szlactita' w Wiestniku Zapadnoj Rossii z r. 1866, ks. .X. 



woslawnych i 5.927 katolików. Ogółem w obu grupach było 37.606 osób 
w tern 21.132 prawosławnych i 19.491 katolików'). 

Te dwie silne grupy, drobna szlachta i ziemiaństwo, tworzyły pod- 
stawę polskości na terenie gub. mohilewskiej. Dochodziła tu jednak rów- 
nież pewna liczba włościan-katolików (np. w okolicach Faszczówki), uży- 
wających wprawdzie w domu gwary białoruskiej, ale odczuwających silnie 
łączność z ogółem polskim, nadto zaś— hczne koła inteligencji miejskiej, 
zawodowej i urzędniczej, które w owych czasach były tu przeważnie, niemal 
wyłącznie, polskie. 

Zbliżał się tymczasem okres nowych wielkich nadziei, nowego natę- 
żenia uczuć narodowych w całej Polsce. Na widok zmartwychwstającej, 
przy pomocy cesarza Francji, wolności Włoch, oraz w związku z osłabie- 
niem niezwyciężonej dotychczas, zdawało się, potęgi rosyjskiej, podnosić 
się zaczął przybity, wtłoczony w ziemię w okresie mikołajewskim duch 
narodu. Zaczęło się to od pewnego ożywienia działalności społecznej. 
W sierpniu 1861 r. szlachta mohilewska, zebrana w Horkach w pokaźnej 
liczbie, po kilku z każdego powiatu, dla obejrzenia żniwiarki Mazier oraz — 
dla porozumienia się w sprawie projektowanego Tow. rolniczego, uchwaliła 
wybrać komisję do opracowania ustawy. Na jej prezesa wybrany został 
jednogłośnie popularny tu w owym czasie ziemianin Edward Żukowski^). 
W tych samych kolach omawiać zaczęto projekty założenia Banku ziem- 
skiego i rolniczych Domów zleceń'). Krzątano się jednocześnie nad oświatą 
ludu i umoralnieniem go przy pomocy bractw wstrzemięźliwości^- Z War- 
szawy i Wilna płynęły jednak wieści coraz gorętsze. 

Już w d. 29 list. tegoż roku 1861-go młodzież w Horkach święciła 
uroczyście rocznicę rewolucji listopadowej nabożeństwem przy ołtarziu, 
przybranym w liczne emblematy narodowe, zwłaszcza Białe Orły i Pogonie. 

„Z bijącem sercem — pisze bezpośrednia uczestniczka tych zdarzeń^) — 
śledziła Białoruś przebieg dalszych warszawskich wypadków. Każdy akt 
znajdował odbicie w Mohilewszczyźnie. Śpiewano łiymny w kościołach, 
panie przywdziały narodową żałobę, nabożeństwem uroczystem święcono 
rocznicę połączenia Litwy z Polską w pamiętnym dniu iiowieńskiej pro- 
cesji. Ustały wszelkie zabawy, na pierwszym planie stanęły hasła ofiar 
i poświęceń narodowych. Ci, co w owych czasach zwiedzali Litwę, po- 
twierdzić muszą, że duch narodu był wszędzie w swej^podniosłości jedno- 
lity, wszędzie jedne cele miano i jedne marzenia. Każdy do służby spra- 
wie ojczystej wedle sił i rozwoju zdolności swoich rwał się duszą i ser- 
cem. Młodzież z uniwersytetu moskiewskiego, najliczniej odwiedzająca 



') Na skutek ukazu z r. 1864 z pośród drobnej szlachty mohilewskiej tylko 350 osób 
uzyskało prawo zaliczania się do .dworzanstwa", resztę zapisano do innych stanów: 12.581 
do jednodworców, 5.24-! do mieszczan, 3.100 do włościan i 77 w poczet kupców. Dod»t 
należy, iż policzono tu tylko mężczyzn, właściwie zatem wypada podwoić te cyfij, 
W i e st n i k Z a p. R o s s i i, 1. c. 

') Korespondencja z gub. mohilewskiej w Kurjerze Wileńskimzr. lS61,n. 70- 

3) Kur. W ii., 1861, n. 78. 

*) 1. c , 1860, n. 42. 

=) Józefa ze Świętorzeckich Obiezierska: „Męczeńskie lata' w księdze zbiorowej, 
„Nasze Kresy: Mohilewszczyzna'. Mohilew — iMoskwa 1917, str. 46. 



wtedy Białoruś, przywoziła na wakacje i święta coraz nowe wieśi pisma, 
i broszury". 

Już w r. 1862-iin snuć sią zacząła w gub. motiilewskiej, ciceniutka 
zrazu, a tajemnicą najgłębszą okryta, sieć tajnej organizacji narodowej. 
Zrazu uczeslniczyta w niej głównie młodzież i tylko gorętsze, wyjątkowo 
uczuciowe jednostki z pośród starszego pokolenia udzielały jej swego 
poparcia Ale wypadki szły wciąż naprzód krokami olbrzyma. Rozgłośnem 
echem odbiły się w całej gub. mohilewskiej słowa adresu do cesarza 
sąsiedniej szlachty mińskiej, zebranej na wybory w d. 29 list. 1862 r.: 
„im smutniejszy jest dzisiejszy stan kraju, im bardziej zaniedbanemi 
potrzeby, z ducha narodowego płynące, tem bardziej umysły wszystkich 
zwracają się ku przyszłości i jedyne zbawienie w połączeniu z Polską 
upatrują". Zbliżały się tymczasem i sejmiki mohilewskie, wyznaczone 
na d. 30 marca st. st. 1863 r. Kiedy ziemiaństwo z całej gubernji zjechało 
się na nie do Mohilewa, w Królestwie krew się lała od dwóch miesięcy, 
a i na Litwie rozpoczynały się sporadyczne wybuchy. Szlachta mohilewska 
podczas tych wyborów powołała na swych przedstawicieli samych tylko 
Polaków'). Jednocześnie zaś, po gorących obradach, spisała w formie 
urzędowej protokół następujący: 

„Szlachta mohilewskiej gubernji, przystąpiwszy na zasadzie prawa 
do narad nad potrzebami kraju, wzięła na uwagę następujące okoliczności: 

„Obywatele tutejsi ulegają politycznemu prześladowaniu, aresztowania 
są cią"głe, a wygnanie bez wyroku i sądu w odległe miejsca Rosji za roz- 
kazami administracyjnej władzy jest na porządku dziennym. Nie mają oni 
żadnej obrony i zasłony przed samowolą lub też przed błędnemi, a często 
z osobistych uprzedzeń płynącemi postanowieniami tej władzy. Prześlado- 
wania zwrócone są głównie przeciwko sposobowi myślenia i uczuciom tej 
prowincji, która przez wiele wieków silnemi węzłami związana była z Pol- 
ską i losy jej podzielała. 

„Te polityczne prześladowania spowodowały, że miejscowe władze 
usiłują rozedrzeć społeczeństwo, siejąc niezgodę między obywatelami 
i włościanami. 

„W takiem będąc położeniu, nie moglibyśmy o niczem innem radzić, 
jak tylko o rozpaczliwych warunkach, w jakich nasza prowincja znajduje się. 
Ponieważ jednak narady nad ich usunięciem w gubernjach, przez jedno- 
plemienną z nami ludność zamieszkałych, okazały się bezskutecznemi 
i wywołały nieszczęścia i klęski rządowej represji, więc wzgląd na me, 
jak i brak osobistego bezpieczeństwa, skłonił obywateli mohilewskiej 
gubernji do zamknięcia obecnych narad wzmianką o położeniu kraju, 
wyżej wyrażoną"'^). 

') Na marszałka gubernjalnego powołany został ponownie Stefan ks. Lubomirski 
z Dubrowny. Marszałkami powiatowymi zostali: w pow. bychowskim — Jan Potapowicz, 
czausowskim — Otton Ciechanowiecki, czerykowskim — Mieczysław Kostrowicki, homel- 
skim — Adolf Kruszewski, lioreckim — Ignacy Wasilewski, klimowickim — Michał Chmy- 
zowski, mohilewskim— Antoni Stachowski, mścislawskim -Kazimierz Stachowski, orszańskim — 
WładysłaA' ks. Lubomirski, rohaczcwskim-Jan Oskierko i sienskim— Juljnsz Roszkowski. 

=) A. Giller: .Historja powstania narodu polskiego w 1861 — 1864 r.* Paryż 1868. 
T. II, str. 399. 



8 

Uchwały powyższe, choć oględne w treści ze względu na znany już 
los marszałków podolskich: na represje, jakie spotkały gorętszą szlachtę 
mińską, były w tonie zupełnie mocne. Ale nie zrobiły już nigdzie wra- 
żenia większego. Ze drżeniem radości lub z dreszczami niepokoju czekali 
teraz wszyscy na nadchodzące stanowcze wypadki. „Niby grom z nagro- 
madzonych na niebie chmur —pisze cytowana już uczestniczka tych wypad- 
ków') — przyszła w styczniu 1863 r. wieść o powstaniu w Warszawie. 
Wszyscy zrozumieli, że coś wielkiego i poważnego w następstwach spotkać 
Białoruś musi. W marcu wyraźnie już mówiono, że Mohilewszczyzna 
z bronią w ręku granice dawnej Polski zaznaczy; w początkach kwietnia 
nie mogło już być co do tego najmniejszej wątpliwości. Kobiety i dzieci 
gorączkowo szyły bieliznę i skubały szarpie. Wielkanoc jednak przeszła 
spokojnie. Tylko doktór Michał Oskierka, komisarz Rządu Narodowego 
i główny organizator ruchu na gub. mohilewską, kilkurazowym przyjazdem 
z Wilna i Mińska do Mohilewa zaznaczył pracę czynną przygotowań 
do powstania. Lada chwila . wyczekiwano przyjazdu Ludwika Zwierzdow- 
skiego (Topora), który miał prowadzić Horyhorecką partję. W Mohilewie 
wiadomem było, że do organizacji wszedł ks. Władysław Lubomirski^), 
brat ks. Stefana. Ignacy Brzostowski, prezes izby cywilnej, przyjął urząd 
wojewody na gubernję')... Ukazywano sobie domy obywatelskie, na które 
w stanowczej chwili rachować było można. Podatlii narodowe naznaczono, 
a ci, co już posiadali kwity Rządu Narodowego, chlubili się przed bliskimi". 

Nadchodziły chwile decydujące. 

II. Akcja zbrojna. 

^ Wybuch zbrojny w województwie mohilewskiem oznaczony został na 
dzień 5 maja'). Spiskowcy stawić się mieli na oznaczone miejsca o g. 10-ej 
wieczorem. Po obliczeniu sił, podziale ich na jednostki wojskowe i roz- 
daniu posiadanej broni, powstańcy jeszcze tej samej nocy lub nazajutrz 

') J. Obiezierska, I. c. 

■) Władysław ks. Lubomirski, syn ks. Eugenjusza i Marji z Czackich ur. 1824 r. 
znany ze swych prac iiczonycli z zakresu konchjologji, marszatkowal w latach 1846—1863 
szl.ichcie orszańskiej, a latem 1863 r, po ustąpieniu Brzostowskiego, pełnił w organizacji 
narodowej wysoki urząd naczelnika cywilnego województwa mohilewskiego. Tajemnica tego 
urzędowania była wówczas, jak się zdaje, znana jedynie komisarzowi wojewódzkiemu, oraz. 
Michałowi Oskierce, który poniósł ją ze sobą do grobu, nie zdradziwszy na śledztwie nikogo. 
Dzięki temu ks. L. zdolal uniknąć represji popowstaniowych. Zmarł w 1882 r. w Warszawie. 

') Ignacy Brzostowski, syn Józefa, właściciela Michałpola i Pawłowicz w p sieńskim, 
ur. ok. r. 1819, kształcił się w szkołach w Mińsku, wydział prawny ukończył w Moskwie. Miał 
w pow. sieńskim maj. Lipowice, odziedziczony po stryju. W Mohilewie obierany był corocz- 
nie przez szereg lat na prezesa izby kryminalnej. W r. 1863 zesłany został administracyjnie 
przez gub Beklemiszewa do Libecka w g. Samborskiej, sądzony jednak był później przez 
Murawjewa po raz drugi. Zmarł w Saratowie w. r. 1875. Przypisy do .Pamiętników" Jak 
Gieysztora, t. I, str. 412. 

■") Wszystkie daty podajemy według kalendarza nowego stylu. Dzień 23 kwietnia 
st. st., czyli 5 maja n. st., jako datę wybuchu podają zarówno wszystkie opisy napadu na 
Horki, jak i Marcinowski, w przypisach do pamiętników Gieysztora. Również i A. I. Miłowi- 
dow w swojej broszurze: ,Piereczeń bojewych stołknowienij russkich wojsk z polskimi 
powstańcami w kampanju 1873-1864 gg. w prediełach Siewero-Zapadnawo krają" (Wilno 1915) 
ustala tę same datę wybuchu w ziemi Mohilewskiej. Natomiast p. Józefa Świętorzecka 
w cytowanych powyżej swych wspomnieniach podaje datę 24 kwietnia st. st. 



zrana rozpocząć mieli we wszystkich jednocześnie powiatach akcję zbrojną, 
której rozmach pozostawać musiał oczywiście w ścisłej zależności od hczby 
nrzvbvłych na punkt zborny zaprzysiężonych uczestników organizacji. Nie 
ozporządzamy, niestety, dotychczas bliższemi danemi o rozmiarach orga- 
nizacji narodowej w Mohilewskiem, tak samo, jak me znamy — skutl<iem 
wielce dotkliwego braku wspomnień uczestników powstania z tych okolic— 
wielu innych szczegółów, dotyczących ruchu ówczesnego na kresach mo- 
hilewskicti Wiemy tylko') iż do zamierzonego w dniu wybuchu napadu 
na arsenał Krzyczewski miało pierwotnie należeć 600 uczestników. Spró- 
bujmy wyciągnąć stąd pewne wnioski. Zamierzony napad na Krzyczew — 
zarówno ze względu na duże znaczenie tej akcji w razie pomyślnego jej 
przeprowadzenia, jak i z powodu pogranicznego położenia tego miasteczka— 
wykonać miały zapewne organizacje obu przylegających do mego powia- 
tów czerykowskiego i klimowickiego. Wypadałoby zatem na powiat około 
300 spiskowców Wobec dość równomiernego nawarstwienia żywiołu pol- 
skiego w powiatach gub. mohilewskiej, nie będziemy chyba dalecy od 
prawdy, jeśli tę samą liczbę przyjmiemy i dla innych powiatów-. W jede- 
nastu zatem powiatach byłoby 3.300 spiskowców. Niestety, w decydującej 
chwili stawiło się ich ogółem zaledwie kilkuset, najwięcej tysiąc, btąd 
konieczne poniechanie wielu zamierzeń, stąd słabszy rozmach całej akcji 
powstańczej na tych dalekich kresach, gdzie, mimo względnej słabości 
żywiołu polskiego, możliwość pewnego powodzenia- wobec rozproszenia 
po obszarze całej gubernji skromnych sił rosyjskich - me była wcale 

^^^ ^Naczeinikiem sił zbrojnych województwa mianowany został przez 
rezydujący w Wilnie Wydział, zarządzający prowincjami Litwy, — kap'tan 
sztabu generalnego wojsk rosyjskich, Ludwik Zwierzdowski, który od herbu 
rodzinnego przybrał sobie jako nom de guerre nazwisko: Topor. 
Była to niewątpHwie osobistość wybitna. , . •■ .u 

Urod-ony w Wilnie około r. 1825, po ukończeniu akademji sztabu 
głównego w Petersburgu, znalazł się w okresie przedpowstaniowym w mieście 
Fodzinnem gdzie posiadał dom własny, na stanowisku adjutanta gen.-gub. 
Nazimowa którego całkowite zaufanie zdołał sobie pozyskać. Do partji 
ruchu przystąpił jed^n z pierwszych: należał do „Koła", zorganizowanego 
w r 1859 w Wilnie przez Franciszka Dalewskiego, a w r. 1861 był jednym 
z przywódców tego grona, złożonego z żywiołów radykalniejszych, które 
odłączyły się od organizacji powyższej i utworzyły nowy „Komitet ruchu . 
W przeddzień niemal powstania wydalony został z Wilna do Moskwy, skąd 
parokrotnie w początkach 1863-go roku wyjeżdżał do Górek, jako prede- 
stynowany z góry przywódca ruchu zbrojnego nad górnym Dnieprem 
Surowy w sądach i niechętny mu osobiście Gieysztor stwierdza w swych 
pamiętnikach, że był to człowiek „ambitny, trochę może intrygant, za- 
zdrosny, lecz wielkiego patrjotyzmu"^). 

') Dzięki notatce p. Mikołaja Marcinowskiego w przypisach do .Pamiętników" 

I Gieysztora II 294 • •• 

■ S Jakób Gieysztor: .Pamiętnik", t. II. str. 125. Nie podajemy tu oczywitóe opinj. 
W. Przyborowskiego (.Dzieje 1863 r.' t. 111, str. 3). opartej wyłącznie na złośliwych . świa- 
domie fałszywych pamiętnikowcach rosyjskich. 



10 

Nie znamy, niestety, bliżej planów i zamierzeń naczelnego wodza 
ziemi mohilewskiej. Można żywić wątpliwości co do nieco zbyt powie- 
ściowe brzmiących przypuszczeń W. Przyborowskiego') o, snutych rzekomo 
przez Topora wespół z Z. Sierakowskim, planach „poniesienia orężnej rewo- 
lucji w głąb Rosji i połączenia się z przygotowanym przez Kiniewicza') 
rokoszem Tatarów Kazańskich". Już prawdopodobniejszą wydawać się 
może wzmianka Orlickiego') o zamiarze Topora skierowania się z Horek 
na Mohilew, siedzibę władz gubernjalnych, gdzie, oprócz komendy inwali- 
dów i pewnej ilości policjantów i żandarmów, stała wówczas jedyna bry- 
gada artylerji. Zdobycie Mohilewa dałoby niewątpliwie znakomitą podsta- 
wę — militarną i w większym może jeszcze stopniu moralną — całemu 
powstaniu litewskiemu. Ale myśleć o tem poważnie można było tylko 
w razie licznego stawienia się spiskowych na punktach zbornych oraz 
w razie zupełnego udania się początkowych zamierzeń powstańczych. O ile 
możemy je d^iś odtworzyć, przedstawiały się one, jak następuje. 

Sam Topór, objąwszy dowództwo nad połączonemi oddziałami: 
boreckim i czausowskim, uderzyć mi:;ł na miasto Hirki, siedzibę powiatu 
i jedynego wyższego zakładu naukowego w gubernji, tam powięks/yć swe 
szeregi młodzieżą z instytutu rolniczego i kursów taksatorskich, zabrać 
broń, kasę, potrzebną ilość koni, wozów, zapasów żywności it. p., poczem 
ruszyłby na południe ku Czausom, gdzie połączyłby się z nim naczelnik 
oddziałów: czerykowskiego i klimowickfego, ex-oficer artylerji rosyjskiej, 
Kosa -Żukowski^), który — w razie udania się zamierzonego napadu na arse- 
nał i baterję artylerji w Krzyczewie — rozporządzałby również 600 dobrze 
uzbrojonymi ludźmi. Z temi siłami mógłby już naczelnik sił zbrojnych 
województwa myśleć albo o próbie poruszeniachłopstwa w smoleńszczyźnie*), 
albo o wyprawie na Mohilew. Z Czausów miałby tam tylko 45 kilometrów: 
przestrzeń, możliwa do przebycia bez wielkiego wysiłku w ciągu dwóch 
dni. W ciągu zaś tak krótkiego czasu władze mohilewskie nie zdążyłyby 
napewno ściągnąć posiłków. 

Pozostałe powiaty tworzyć miały partje samodzielne, których plan 
działania prawdopodobnie ustalićby się miał dopiero z czasem. Bezpo- 
średniem ich zadaniem politycznem było: demonstrować przed całym 
światem o niewygasłych aspiracjach polskich do odzyskania granic histo- 
rycznych, — militarnem zaś: odciągać ku sobie i przez to rozpraszać te siły 



') 1. c. str. 60. 

') właściwie: Kieiiiewicza. 

^) S. S. Orlickij: „Ugołok wozstanja 1863 goda" (iz wospominanij uczastnika). 
Istoriczeskij Wiestnik z r. 1902, zeszyt XI, str. 432. 

') Gieysztor, 1. c, t. II, str. 294. 

') W archiwum centralnem wileńskiem znajduje się list gubernatora mohilewskiego, 
do Murawjewa z d. 24 stycznia 1864 r. o poczynionych przez ziemianina z pow. Horeckiego: 
Zdzisława Mitkiewicza .pri czystosierdiecznom raskajanji' następujących oświadczeniach, 
,On soznalsia — pisze gubernator Beklemiszew o Mitkiewiczu — czto byl adjutantom 
u Topora, czto pred abnarużenjem wozstanja on jezdił w Wilno w Bielorusko-Litowskij 
Komitet za nastawlenjami po miatieźu, nakoniec, czto plan diejstwij goreckoj szajki zaklu- 
czatsia w tom, cztoby idti na Koriczew, gdie artillerijskij oficer Żukowskij obieszczał predo- 
stawit' im wozmożnost' zawladiet' artillerjej — a ottuda w Roslawl— dla wozbużdenja mia- 
tieża mieżdu krestjanami Smoleńsko] gub.'. ' 



u 



zbrojne, jakiemi Moskwa rozporządzać mogła w obrąbie gubernji Miano- 
wan zatem zostali naczelnikami wojennymi powiatów: orszanskiego - 
Ignacy Bud^.itowicz, sieńskiego - Walerjan Szlagier, moh.lewskiego - 
Włodzimierz Korsak, bychowskiego - Ildefons Ancypa i rohaczewsk.ego- 
Tomasz Hryniewicz. O pozostałych dwóch powiatach: homelskim i m.c i- 
sławskim, nie m.my żadnych w.adomości'). Być może .z ze wzg^du 
na Trudność znalezienia w tych powiatach odpowiednich a chętnych sił 
wojskowych, me mianowano w nich wogóle naczelników wojennych. Prób 
powstańczych nie było w nich wcale. Niemniej jednak późniejsze sledz- 
fwa i represje polityczne stwierdziły, że i tu istmeć musiała orga- 

"'''"ŁSnym' punktem powstania mohilewskiego stać się zatem miało 
miasteczko Horki. Położone w północnej zlekka ^^g^rzyste] częsc. gu^ 
bernji u zbiegu rzeczki Kopyłki z rzeką Pronią (dopływem Sozu), wzięło 
ono ńiewątpirwie swą nazwę od otaczających je wzgórz^ • ^^Horek 
również niek,edy Horyhorkami, zapewne dla wyróżnienia od '""ych Ho ek 
sesto rozsianych na obszarze Litwy historycznej. Hory, będące również 
miasteczkiem: leżą istotnie w mewielkiej od Horek odległości, juz w obrę- 
bie powiatu czausowskiego. Tworzyły one zawsze, w ciągu wieków wraz 
z Horkami jeden wielki kompleks dóbr, niegdyś będący własnością jednego 
z odgałęzili historycznego rodu książąt Druckich. Stąd powstało nawet 
nazwisko: Druckich- Horskich. Później własność Sapiehów w końcu Sołło- 
hubów, którzy, wraz z upadkiem Rzeczypospolitej, przez służbę w wojsku 
rosviskiem zrusyfikowali się doszczętnie, jednocześnie zas, pomimo gtos- 
negTna całą gibernję ucisku ludu w swych dobrach, obdłuzyh le powyzej 
motliwoścł i wreszcie - z całym rozległym obszarem około 80 tysięcy 
?z°esięcTn -sprzedali rządowi. Na dwadzieścia zgórą lat przed opisywa- 
nym okresem rząd założył w Horkach szkołę rolniczą, przekształconą 
w r 1848 na instytut rolniczy, utrzymany w zasadzie na wyższym pozio- 
mie' naukowym. O ćwierć kim. za miastem wybudowano w tym celu spe- 
cjalne gmachy i założono fermę doświadczalną. Jednocześnie korzystając 
z nagromadzenia niewyzyskanych należycie sił nauczycielskich, założono 
Również t. zw. ku^sa taksatorskie (dla geometrów) oraz utrzymano sredn ą 
szkołę rolniczą, podzieloną, tak samo jak i instytut, na cz ery klasy. 
Zsteczko HÓrki - według opisu z r. 186P) - ^.l^^^^^a się obecni 
z 500 małych drewnianych domów, 4 traktjerow a raczej garkuchn dwóch 
domów zajezdnych, 20 kramików, 3 cerkwi, jednego •<of.'0»'^' P^°,^°'S 
i apteki. Miasteczko przerzynają dwie ulice i kilka zaułków, P/^ez Wore 
w dżdżystą pogodę przejść prawie niepodobna z powodu grząskiego błota . 
Na mieścinę tę spadł właśnie świeżo w r. 1862-im wielk, . meoczekiwany 
zaszczyt: przeniesiono do niej z naddnieprzańskiego - widocznie jeszcze 
lichszego -Kopysia siedzibę władz powiatowych, a sam powiat z kopys- 
kiego przemianowano na horecki. Obok kilkunastu urzędników przybyło 

-) w pow. homelskim potrafił stłumić w zarodl<u wszelkie „nielojalne objawy" tnm- 
tpU7v mirs/alek szlachty Adolf Kruszewski, który za to w końcu 63 r. został, po usta 
pUni^Sa ks Ub^mirtkiego.^narszaikiem g^bernialnym - pierwszym z nommac,. 

rządowej, j^^^^^^^^^^^^j^ ^^^^.^^ K. w n. 92 K u r j e r a W i 1 e ń s k i e g o z r. 1861. 



12 

również Horkom niemało znaczenia w oczach świata. Tem rozleglejszem 
też eciiem rozbrzmieć miało po całej Europie zajęcie tego miasta przez 
powstańców polskich... 

W dniu tym cała młodzież w Horkach i okolicy ze zrozumiałą nie- 
cierpliwością czyniła potajemnie ostateczne przygotowania. Termin był już 
wiadomy. Czyszczono zatem broń, przygotowywano naboje, poprawiano 
odzież na wyprawę, której rozciągłości przewidzieć było niepodobna. Nic 
nie wiedziały o zbliżającym się wybuchu tylko władze rosyjskie:— ani po- 
wiatowe, ani policyjne, ani wojskowe, ani wreszcie instytuckie. Komenda 
inwalidów, złożona z kilkudziesięciu wyćwiczonych żołnierzy, a więc choć 
niezbyt duża, lecz wystarczająca do odparcia napadu ze strony nawet 
znacznie liczniejszej, ale słabo zorganizowanej i jeszcze słabiej uzbrojonej 
młodzieży, właśnie w końcu kwietnia— dziwnym zaiste zbiegiem okolicz- 
ności — przeniesiona została ze wspólnych koszar na prywatne kwatery 
w mieście, jednocześnie zaś naczelnik tej komendy odebrał jej ostre naboje 
i polecił złożyć je w cekhauzie'). Przyczyna tego rozporządzenia pozo- 
stała dotychczas niewyjaśniona. K'ie wiemy, czy zaważyły tu względy 
hygjeniczne — brak dostatecznej ilości powietrza w ciasnym budynku kosza- 
rowym, czy może konieczność naprawy lub przeróbki koszar — dość, że 
pozostawiono w nich czterech tylko żołnierzy, prowadzących kuchnię ogól- 
ną, resztę zaś rozlokowano po paru lub po kilku na kwaterach u mie- 
szczan horeckich. 

Tymczasem na kilka zaledwie godzin przed terminem wybuchu roze- 
grał się w ciszy jednego z domków horeckich krwawy epizod, który o mało 
co nie ujawnił przedwcześnie całego sprzysiężenia. W mieszkanku, zajmo- 
wanem przez pięciu studentów szkoły rolniczej i kursów taksatorskich przy 
instytucie: Konstantego Jankowskiego, Adama Jastrzębskiego, Władysława 
Sawickiego, Józefa Łappę i Stanisława Hrynkiewicza-Moczulskiego — czy- 
nione były, tak samo zapewne jak i we wszystkich innych, gorączkowe 
przygotowania do wybuchu. Około godziny 3-ej po południu, gdy trzej 
z nich, mianowicie Hrynkiewicz-Moczulski, Łappo i Jastrzębski siedzieli 
za stołem i, przygotowywali naboje, ostatni z wymienionych wziął ze stołu 
pistolet i, przyłoży wszy lufę do ust, zaczął dmuchać, ponieważ zaś wydało 
mu się, że powietrze przechodzi, a więc że jest nienabity, zbliżył się cicha- 
czem do Hf-ynkiewicza-Moczulskiego i ze zwykłych chłopięcych figlów 
usiłował go nastraszyć, celując do niego z pistoletu. Nagle — strzał padł: 
zwisła odrazu głowa Hrynkiewicza, z której popłynęła krew. Mimowolny 
sprawca nieszczęścia chwycił go ręką za głowę i — sam padł bez przy- 
tomności. Trzeci z kolegów, Łappo, tak był przerażony tem, co się stało, 
że chciał biec na ulicę i wołać o pomoc. Naturalnie tajemica przygoto- 
wań do pov/stania w ten sposób byłaby zdradzona. Ale w tej chwili właś- 
nie wrócił do mieszkania najstarszy z jego lokatorów, dziesiętnik w orga- 
nizacji spiskowej, 23-letni Konstanty Jankowski. Ten, widząc, że Hrynkie- 
wicz nie daje już znaku życia, zawinął zwłoki w kołdrę i schował je pod 
łóżko. Jastrzębskiego zaś doprowadził do przytomności, wylawszy mu na 



') Pisze o tem Stefan Kulesza, Rosjanin, we wspomnieniach swych, zaczerpniętych 
z ust b. ucznia szkoły średniej horecl<iej, Aleksandra Heinricha („Oory-Goreckaja katastrofa'. 
Russkaje starina 1883 r. zeszyt IX, str. 613). 



13 

głową wiadro wody, poczem posłał po iniiycli kolegów celem wspólnego 
naradzenia się, co dalej robić. Ucliwalono czekać na wybuch powstania')- 

Jakoż powstańcy lioreccy nie ucliybili terminu. Punktualnie o godzi- 
nie 10-ej wiecz. na oznaczonem miejscu za miastem zebrała sią należąca 
do organizacji młodzież borecka, pod dowództwem swego komendanta 
Stanisława Wirkowskiego. Przybył na czas i wódz naczelny, Topór-Zwierz- 
dowski. Poważny już wiekiem, 38-letni mężczyzna, dobrego wzrostu, silnie 
zbudowany, z gęstemi blond wąsami, z twarzą energiczną i zdecydowaną, 
w mundurze kapitana sztabu generalnego rosyjskiego, musiał on niewąt- 
pliwie zrobić dobre wrażenie na tej zapalnej, gotowej do najwyższych 
poświęceń młodzieży. Należało zaś działać z jak największą przezornością 
i energją zarazem, gdyż oddział powstańczy wcale nie był liczny. Stawiło 
się na punkcie zbornym zaledwie około 30 konnych studentów i szlachty 
z okolicy, oraz z górą setka młodzieży pieszej z instytutu i związanych 
z nim szkół-). Była to zapewne zaledwie czwarta część ogólnej liczby spis- 
kowych, mających stawić się na apel. Wobec kilkudziesięciu żołnierzy 
komendy horeckiej'), których wesprzeć mogli urzędnicy państwowi i na- 
wet część studentów Rosjan — napad na Horki przedstawiać się musiał 
w tej chwili, jako przedsięwzięcie bądźcobądź ryzykowne. Nie cofnął się 
jednak przed tą wątpliwością mężny wódz powstania mohilewskiego, nie 
zawahała się również, ani na chwilę i dzielna młodzież borecka. 

Wydano rozkazy, oddział sformował się i wkrótce po północy wkro- 
czył do Horek. Trzy główne punkty należało opanować lub przynajmniej 



') Cały ten tragiczny epizod zaczerpnięty został z listu p. Adama Jastrzębskiego do 
pułk. Antoniego Hrynkiewicza-Moczulskiego List, datowany z Irkucka d. 15 października 
1902 r, znajduje się w zbiorach piszącego W dalszym jego ciągu nadmienia p. J„ iż, 
kiedy nazajutrz rano zakomunikowano Zwierzdowskiemu o wypadku, oświadczył on, iż w da- 
nej sytuacji niema czasu zajmować się pogrzebami. „Gdy my opuściliśmy Horki — pisze 
dalej p. J. — władza miejscowa, robiąc przegląd pozostałych pustych kwater, znalazła 
zwłoki ś. p. Stasia Hrynkiewicza z kulą w głowie, zawinięte w kołdrę, pod łóżkiem. Wy- 
ciągnięto stąd wniosek, że był zamordowany przez kolegów za to, że albo nie chciał na- 
leżeć do powstania, albo tez popełnił jakieś wykroczenie przeciwko powstańcom. Pocho- 
wano go zatem ostentacyjnie i postawiono krzyż czy nawet kamień grobowy, na którym 
wyryto napis, że: tu spoczywają zwłoki tego, który nie żałował życia, aby pozostać wier- 
nym Tronowi i t. d. Piszę — kończy swój bolesny list p. J. — a łzy mi na oczach po 
40 latach nawisly..." Do listu powyższego dodać należy, iż, skutkiem takiego tłomaczenia 
tego wypadku, władze rosyjskie .-.wróciły się do matki ś. p. Stasia Hrynkiewicza-Moczul- 
skiego, zamieszkałej w okolicy Horek, z propozycją, że jego dwóch młodszych braci, kilko- 
letnich zaledwie chłopców, wezmą do korpusu kadetów w Moskwie na całkowity koszt 
rządowy. Pokusa była tak silna dla zubożałej rodziny, że dzieci oddano Ale w jednym 
z tych chłopców, nie pamiętającym już po kilku latach ojczystego języka, nastąpiło po 30-ym 
roku życia w dalekim Władywostoku odrodzenie duszy narodowej i stal się on z czasem 
dzielnym pracownikiem na niwie ojczystej. 

'■) 7.. Kolumna: .Pamiątka dla rodzin polskich', I, 179. podaje liczbę oddziału na 
140 ludzi, Stefan Kulesza w cyt. art. .Gory-Ooreckaja katastrofa" pisze o 150 ludziach, 
a Miłowidow w swoim „Pierecznie botewych stolknowienij", (Wilno 1915) oblicza nawot 
siły polskie na 250 ludzi. Natomiast W. Przyborowski, idąc za notatką pamiętnikową .Sy- 
na Rygi", drukowaną w r. 1877 w czasopiśmie ryskiem: .Z e i t u n g f ii r Stadt und 
Land", oblicza oddział tylko na 90 ludzi. Przyjmujemy tu liczbę pośrednią, ponieważ 
ostatnie obliczenie wydaje się nam zbyt niskiem. 

3) Rozmaicie ocenianą bywa liczebność brygady boreckiej: Przyborowski (111, 61) 
podaje ją na 200 ludzi, natomiast Miłowidow (1. c.) oblicza ją .na podstawie źródeł archi- 
walnych" tyklo na 20 głów. Sądzimy, że żołnierzy-inwalidów nie mogło byc w Horkach 
więcej nad kilka dziesjątków. 




14 

unieszkodliwićrkoszary, wrazz położoną koło nich zbrojownią, urząd powiato- 
wy, w którym mieściła się kasa, dom komendanta inwalidów i wreszcie— gma- 
chy instytutu, gdzie w internacie rządowym mieszkało kilkudziesięciu stu- 
dentów Rosjan. Stosownie do tych zadań, oddział podzielony został na 
cztery części. Najsłabsza z nich, jak się zdaje, konnica, otoczyła instytut, 
trzy pozostałe ruszyły do ataku na koszary, dom komendanta i urząd po- 
wiatowy. Pozatem kilku dobrych strzelców' ustawiono na wylotach dwóch 
głównych ulic horeckich, aby w razie potrzeby ostrzeliwali je wzdłuż i nie 
dopuścili przez to do gromadzenia się sił nieprzyjacielskich. 

Podczas najgłębszej nocy, przed godziną drugą, oddziałek studentów 
stanął przed koszarami. Było w nich teraz tylko czterech żołnierzy, piąty 
z karabinem stał na straży u wejścia. — Rzuć broń! — zawołano. Gdy 
żołnierz zwlekał ze spełnieniem rozkazu, rozległ się strzał z rewolweru 
i pierwszy przedstawiciel siły zbrojnej rosyjskiej padł na ziemię nieżywy. 
Na wszczęty hałas wybiegli wnet z karabinami czterej pozostali żołnierze. 
Rzucił się na nich dzielny student Wojciech Domaradzki, lecz padł, zakłóty 
bagnetami. Wówczas powstańcy wparli z powrotem żołnierzy do koszar 
i podpalili drzwi. Drewniany dom buchnął szybko jednym wielkim pło- 
mieniem, grzebiąc schowanych w piwnicy czterech obrońców. 

Niemniej szybko i energicznie sprawili się uczestnicy innych napadów 
nocnych w Horkach. W urzędzie powiatowym zabito wartowników, zabra- 
no kasę podręczną, wywieziono wielki, okuty kufer, w którym podobno 
mieściło się 15 tysięcy rubli, a sam dom spalono. Zbrojownię wypróżniono 
/całkowicie, zabierając karabiny, naboje, proch i t. p.; wzięto następnie do 
I niewoli naczelnika komendy inwalidów, wraz z dwoma wartownikami, oraz 
{ żołnierzy pojedynczych, którzy na odgłos dzwonów, gdy bić zaczęto 
\ w cerkwi na trwogę, wybiegli na ulicę i zaskoczeni zostali przez powstań- 
ców; uciszono wreszcie i dzwony przy pomocy kilku kul, należycie wyce- 
lowanych. Tylko pożar, wszczęty odrazu w paru punktach, szerzył się 
do rana, niszcząc około pięćdziesięciu domów. 

Budzący się dzień 6-go maja zastał Horki w ręku powstańców. Opa- 
nowane były przez młodzież polską główne punkty miasteczka, naczelnik 
I załogi rosyjskiej znajdował się w niewoli wraz z 10 żołnierzami'), poleg- 
\ łych Moskali było dwunastu-). Polacy zaś podczas tego śmiałego napadu 
stracili tylko jednego studenta zabitego (Domaradzkiego), a dwóch mieli 
rannych'). W warunkach, w jakich się toczyło powstanie, było to wprost 
świetne zwycięstwo. Tak też oceniły ten -epizod nietylko ówczesne pisma 
polskie, wydawane przez Rząd Narodowy lub przynajmniej oddane spra- 
wie powstania, ale również i opinja publiczna w Europie, wśród której 
rozgłos zdobycia Horek wywołał donośne echo. Katastrofą natomiast nie- 
wątpliwą był fakt ten dla rządu rosyjskiego, którego autorytet wojskowy 
i polityczny podważał w tak specjalnie ważnej dla Rosji okolicy, niemal 
na samem pograniczu dawnej Polski historycznej. W ten sposób zapa- 

') Taką liczbę podaje Kulesza 1. c. Przyborowski pisze o 30 jeńcach. 

') I tu poszliśmy za Kuleszą. Według Przyborowskiego było dziesięciu zabitych 
inwalidów, nadto raniono około sześciu. 

^) Tych dwóch rannych Topór pozostawił na opiece dyrekcji instytutu w Horkach. 
Dyrekcja zaś wyleczyła ich wprawdzie w szpitalu instytuckim, ale później oddala pod sąd 
wojenny. 



15 



,o ci. „., 7rtohvcie Horek przez powstańców i cała opinja rosyjska: 

rywała J,'^ "^^^J^f ^^''.p^yw.e dwudziestu lat opisie tego wypadku przez 

jeszcze w pisanym po UP7"^'"^ ni,>ivlkn w tvtule („Katastroia w Hory- 

Rosjanma Kuleszą /"'-'J-^^J^pYrel ci> ton bardzo przykrego zdziwienia , na- 

Horkach") ale iw treso " ^^ ;•■'£ ^^^^^^f "eg^o Lpo^^ wydać sią 

wet wrącz .^PO^^^^^^-^-^-^J^^a^p-e go kwietnego epizodu z dziejów po- 
musi dotychczasowe raktowane tego sw g 1^ ^^^^ ^_ ^ 

wstania przez ."'^l^t^/y^^^ P° f 'j^o^e^^ powstania na kresach mo- 

rowsk. np. swoj opis ^^obycia Horek i w g p zwrotem: 

hilewskich rozpoczyna nastąpującyni P'acz' strasznych scen inflan- 
„Lecz nie zdołało )"zcze przebrzmieć echo tych s^^^^^^ 
c.,ch.gdynowen,emmejbo^^^^^^^^^^ 

ckiego, gdz'e edenznioaycn ^ ^^^^.^^^ splądrowała i znisz- 

burgu rozstrzelany, a kiiKaaziebułL u „.^^.u,.^!;^ orzecież na eży, iż 

czyi , dz,„ =l-°»-;°:3St;* jA° kf„°S: mśSLkien,) glLny 
w *°)=»°''^ » ' ■""StTwota iasie ujść szczęśliwie na inny teren 
Srt-apa^ n't'ory nie ^^.o wog* wca^jępresje^zas , przesia- 

!;;=:? 7os'A'c '?i,^,r"p^^yS w'"o^c°„'"Sary '„^tytf Sono 

fackie Sór/r;, owarls^y^o improwizow^ane pospolite ruszenie mieszczan 
powst?nctw,'pozosIawiJszy w miasteczku tylko pikiety, udał s„ do po- 

.) P-y^borow^^^^ 1863-1864-. Warszawa. Tow. Wyda.ni- 

cze. Str. 154 , • , , „i fi9 W urzędowej relacji, ogłoszonej w ówczesnym dwu- 

') Przyborowski, 1, c. 111, 62. ^ irzęaowej le.dcj , g usiłowano już możliwie 

języcznym K u r j e r z e W i 1 e ń s k i m dopiero ^ d"'" l^^^";^^^, czv amy .Miniiterjum dóbr 
zbagatelizować doniosłość ^g^.^'^^^^^^^-^ ° °:/° '^oa /d 23 na 24 kwietnia banda 
panltwa otrzymało drogą telegraficzną ^■'^domośc .y "°c> ^^- '^^ mohilewskiej, spa- 
powstańców pod dowództwem Ludwika ^opo" napad'a na m _ norK g ^^^^^^^j 

Tua w mieście do 30 domów, zrabowała P^^^l^^^bi^stwo «kl auz po ^^^^^J^.^^^ ^^t„^ 
części z musu (pod Fzym^sem) do 50 osób z uczącej sięm.^ ^ popol. ruszyła 

włościańskiego bydła i część należących '{'^^ molŁiZ studenci Rosjanie pomagali 
w liczbie do 300 Indzi, jak mówią, do Czausow Włościanie i stua^^^^^^ ^rócz za- 

broniącej się komendzie. Budowle ■ ma.ątk. ^,^^y^^^^'^^'^^,^%5^^i^;'^i''',^;;^ w całości. Po 
SaSd;^kój^o^Sl-w^^?£r:aSr ii iak uprzednio-. 



16 

łożonych o ćwierć kim. gmachów instytutu. Na przedzie jechał sam To- 
pór, jak zawsze, w mundurze kapitana sztabu jeneralnego rosyjskiego, na 
pięknym tarantowatym koniu, za nim około trzydziestu jeźdźców z pośród 
studentów i szlachty okolicznej i wreszcie piechota, z której kilku niosło 
na barkach zwłoki poległego po bohatersku Domaradzkiego. W instytucie 
zawinięto te zwłoki w piękny dywan z lokalu dyrektora, powstańcy usta- 
wili się w szeregi i pochód żałobny ruszył przez rzeczkę ku brzozowemu 
gaikowi, gdzie pochowano Domaradzkiego w przygotowanej zawczasu mo- 
gile -z należnemi honorami wojskowemi: kilkanaście strzałów z broni palnej 
było ostatniem pożegnaniem dzielnego powstańca'). Proboszcz miejscowy, 
ks. Moniuszko, był nieobecny, gdyż odmówił stanowczo udziału w żało- 
bnej uroczystości *). 

Po tym smutnym obrzędzie cały oddział powrócił do zabudowań 
instytutu, posilił się tam, jak mógł, w kuchni internatu rządowego dla stu- 
dentów Rosjan. Z polecenia uprzejmego dyrektora służba instytutu sama 
wydobyła z piwnic i spiżarni całe faski masła, połcie szynki, stosy bo- 
chenków chleba. Rozłożeni malowniczemi grupami na podwórzu powstań- 
cy spożywali te zapasy po obozowemu, krając je szablami, nożami i ba- 
gnetami. Nastrój przytem panował najzupełniej pokojowy: władze insty- 
utu okazywały jaknajbardziej wersalską uprzejmość ') a nie może nas już 

') Jak twierdzi cytowany już powyżej l<ili<alirotnie Kulesza, do samotnej mogiły 
Domaradzkiego przyjeżdżali później często nocami ,pany i panienki", obsypując ją kwiatami 
i wiankami z nieśmiertelników. Z czasem postawiono tu nawet w sposób tajemniczy krzyż 
żelazny, który jednak przetrwa! niedługo^ 
=) Kulesza 1. c , str. 619. 
I ') W centralnem archiwum wilenskiem przechował się w oryginale raport dyrektora 

\ istytutu w Morkach, Trautfettera, z d. 22 maja (10 maja st. st ) 1863 r., zawierający listę 
I tych wychowańców szkól w Hory-Horkach, których zauważono w szeregach powstańczych 
podczas napadu d. 6 maja (24 kwietnia st. st.). Znajdujemy tu najpierw 37 nazwisk studen- 
tów instytutu: Stanisław Wirkowski (z gub mohilewskiej), Wojciech Domaradzki (z gub. 
wołyn., zabity), Ludwik Zapolski (wit.), Edmund Dzierdziejewski (kow.), Władysław Szulc 
(mohil ), Rajmund Czerwiński (wit., ranny i w niewoli), _Mikolaj Bereziński (kow., wyzn. 
prawosł.), Bolesław Haciski (mińska), Onufry Zabłocki (wit.), Eijstachy Kozielł-Paklewski 
(wil.), Jan Krzysztofowicz (wil.), August Kuszeiewski (wil.), Eugenjusz Latoskowicz (woł., 
. wyz^ prawos J, Józef Latoskowicz (wol., praw.). Józef Antonowicz (wil.j, Mieczysław Brzeziń- 
ski (mohil.), Józef Brodowski (wil.), Józef Butowicz (wit.), Wacław Wislocki (grodź), Jerzy 
Kazak (infl., wyzn. ewang.), Ludwik Kowzan (miń.), Piotr Kudrewicz (kow.), Józef Moniu- 
szko (mohil.), Stefan Morgulec (woł.), Mikołaj Nitosławski (mohil.), Bolesław Prus-Żukow- 
ski (moh.), Włodzimierz Rabiej (mohil.'. Konstanty Rapacki (wil,), Aleksander Romanow- 
ski (miń.), Erazm Rostkowski (moh ), Bolestaw Sulima-Samujlo (wit). Piotr Suryn (moh.), 
Felicjan Suryn (moh., ranny i w niewoli), Jan Sznejder (moh.), Franciszek Chruściewicz 
(woł.), Aleksander Szemiot (wil.) i Michał Jankowski (z Król- Pol). Dalej na tej liście 
znajduje się 9 nazwisk uczniów szkoły rolniczej: Franciszek Horodko (miń.), Stanisław Pod- 
mostko ( — ), Kazimierz Zieleniewski (miń.), Bronisław Rodniewski (wil.), Nikodem Ratajtis (— ), 
Antoni Strumiłło (moh.), Władysław Winkiewicz (wil.). Aleksander Głodkowski (grodź.) 
i Paweł Parfjanowicz (wil.). Nadto znajdujemy tu dalej 8 nazwisk uczniów kursów taksa- 
torskich w Morkach: Józef Malinowski (min.), Józef Łappo (moh.), Edward Rogiński (moh.), 
Jan Jastrzębski (moh.\ Władysław Sawicki (moh.), Donat Kildysz (wil.), Antoni Kozłow- 
ski (miń ), i Sylwester Tarasiewicz (miń.). Dyr. Trautfetter w końcu swego raportu pisze, 
z listy powyższej Ratajtis wciągnięty był przemocą, ponadto jednak z dawniejszych stu- 
dentów instytutu byli w partji; Paweł Koziełł i Karol Dziekoński, zaś z byłych uczniów 
szkoły rolniczej: Michał Babicki i__Kronid Bałabonicz, prawosławny mieszczanin z Jarosławia. 
(.Dielo sledstwiennoj kommisji, uczreżdiennoj w gor. Mogilewie po diełam o bywszem woz- 
stanji w niogilewskoj gubernji'. Fascykuł 112). Oczywiście lista powyższa nie obejmuje 
wszystkich nazwisk uczestników partji boreckiej. 



17 



.łnwim nrzez eorliwych kronikarzy wiadomość jakoby 
dzisiaj przejąć "notowana przez gon wyt Bremsena, prze)(^ly krzy- 

ordynans jednego f,"^^^^"'';"^ '"^f/^ "^ ^ w HorkacU, „chciał" za- 

wdj swego pana, ktcKego dom pal ł s^^ "^^^^^^ ^^l,^^, do mego 

fot^ /L?abrnr'g% - bar^on w ostatS.ej chw.U wyrwa, mu bron 

' ^^'^Jedy ju. Top6r doszed, do wniosku^ że oddzia^^ jego ^^^^^^^^^^^ 
leżycie, w^yda, kUka ^-tkjch rozkazów. Wykonano j^y^^^^^ ^^ ^^^^ 
zowni instytutu wyc^p.ątoszescdwukonnyc „.lądowano następme 

dwanaście najlepszych kon ze ta n m,e co j^^^ ^^^^^^,^ ^ 

wozy pozostałemi zapasami .zy'^"°f '' Yp';^ „otem fury, w końcu jency 

^ych 1 ruszono w drogę: najpierw kawalen, pot ^ y^,^^ opróżniono 

i piechota, Przeszedłszy ^"°;^, P/^f,^"^^,^^ w miasteczku 

cekhauz, Topór o g. 2.eJ popoludmu ^^^^^^^ll^^l , ^^ południe drogą, 

placówki i skierowa się wraz z całym Oda la.e v^ ^ Krzyczewa. 

wiodącą wzdłuż rzek. Prom ku ^f^^sorn. dalej ^.^^^^^^_ 

Przed wieczorem jeszcze oddział stanął w Drybm.em ^^^^^^_ 

ku, położonem w PO--'^ "-^^,t'so"wskieT Pan m przyjął po- 

nowieckiego, marszałka szlachty causow.k ej ^^^^no długo 

wstańców gośtinme w ^^o-J^/^^^^^i^^-ewziętych w Morkach jencow, j 
wnoc-0. Zrana, wyP"^'^'^"^ "' ^ , ,Xanym^ woźnicami > 

odesłał ich Topór z P^^^^^^^^T^/nTdoge po trzy ruble, sam zaś ruszył 
z których każdy dostał ]e""^"'.,Sf RaLy, ^^^ 
dalej na południe. Dotarł do miasteczka ^^^ ^^ '). W tem miejscu 
r7vl oapiery i akta miejscowego biu.a PO".'^^!''^^ , ' ^ „35 o losach 
Swa 'slęn-estety, ciągłość i"^^^'"^,^'' PP^^S Ltychc^ 
od'działu.''z urywków i strzępków -X^";^"' ^;,%^ obraz dal- 

zostały w druku, możemy złozyc następujący v ^v 
szych dziejów ofldziału. nrvbina oddział borecko czausowski To- 

W niedalekiej odległości od Dryb ma OQu j^ -o^o.wschodnim, 

pora. podążający ^ocznem. drog^,,. w kierun^^^^^^ ^^.^^ .^^,. 

w celu połączenia się z oddzia^en. czeykow. _ zaatakować arse- 

cześnie z napadem na Horki miał - l-^k juz w y reprezentującą tę 
nał krzyczew^ski, spotkać --.ał garstkę « 0^° J.J^Jf^' ^ ^ elkich jejdo- 
ostatnią partję. dowiedziało sę stąd on epo ^j^j^ .omadzic się 

tychczasowych zamierzeń. P^^^^)5.,^°^^^/;„ewa Zamiast zapowiedzianych 

^ns^ó^:;Ssi;^ff ^z|5||oło s. , ^ --^.go . .0- 

^p:zVy7i?rajSnerarSerzy^"Kr poni^ pierwotnego za- 

T^yborowsUi, cytując to o^^^blJ tf dJ^^o^m' wle^SŚ ^"^i^ 
prowadza stąd dziwny zaiste ^"'"^^^J.^^^^p^^S.n.dno chyba ordynansów wojskbwych 
Inieiscowej ludności przeciw P"*f f ' <^°'^ ■, =^ P""'''' 



S U^^^aUc^^rdS .nuejscowei' ludności. 

:; r^^^eni^w^.r!op.t opisania Mo.UewsUoi .ubernji-. Mobi.ew t884. T. .1, 
^''- ''% MarcinowsKi, .. c podaje cyfr, 60. natomiast Mitowidow w swoi. .P.erecznie 



18 

miaru i, nie napadając na Krzyczew, podążył do Topora. Tymczasem 
Rosjanie, uprzedzeni widocznie o gromadzeniu się powstańców, wysłali za 
nimi oddział, złożony z 250 strzelców pułku mohilewskiego, oraz baterji 
artylerji i w pobliżu okolicy owinnej (w gminie krzyczewskiej) zdołali icłi 
rozproszyć w bezkrwawem zresztą starciu ') tak, że Kosa tylko drobną 
garstkę doprowadził do Topora -). Niemałą stratą dla sprawy powsta- 
nia mohilewskiego był przytem związany z niepowodzeniem tego od- 
działu zgon jednego z najwybitniejszycti obywateli tych stron, gorącego, 
zapalnego patrjoty, Tadeusza Czudowskiego '). Pochodząc z zamożnej 
szlacheckiej rodziny, osiadłej oddawna w powiecie czerykowskim, szeroko 
skoligaconej i ustosunkowanej, odgrywał on już niemałą rolę w podnie- 
sieniu nastroju młodzieży horeckiej i następnie w pracach organizacyjnych, 
snutych w kolach ziemiańskich. Są podania, że w organizacji powstańczej 
pełnił on funkcje komisarza wojewódzkiego. Po wybuchu stawił się do 
partji Kosy i należał, wraz z Bartoszewiczem, Marcinowskim i Połońskim 
do tych czterech, którzy się odrazu przypadkowo odłączyli od partji. Ja- 
dąc bryczką wraz z Bartoszewiczem do partji horeckiej, chcieli przebyć 
rzekę Pronię przez most koło Leciah. Most ten atoli był spalony. W po- 
szukiwaniu innej przeprawy na rozstaju napotkali oddział żołnierzy pod 
wodzą znajomego oficera, oraz ciągnących z nimi włościan. Oficer po- 
zwolił już Czudowskiemu i jego towarzyszowi jechać wolno, gdy wteiń 
żołnierze, rewidujący brykę z własnej inicjatywy, znaleźli tam broń i na- 
boje. Wówczas rzucili się wraz z włościanami na obu. Czudowski długo 
bronił się, został raniony śmiertelnie i skonał, Bartoszewicz zaś po kilku 
uderzeniach upadł, nie zabity, lecz tylko ogłuszony i mógł opowiedzieć 
później szczegóły tego krwawego zajścia*). 

Spotkanie się ze szczupłą garstką powstania czerykowskiego musiało 
obudzić w przywódcy akcji zbrojnej w całem województwie poważne re- 
fleksje. Zamiast oczekiwanego tysiąca dobrze uzbrojonych ludzi miał 
w tej chwili pod swemi rozkazami zaledwie półtorasta do dwustu mło- 
dzieży, wprawdzie przeważnie, dzięki pomyślnemu napadowi na Horki, 
jako tako uzbrojonej, zbyt słabej jednak liczebnie, aby można było my- 
śleć o dalszej samodzielnej akcji militarnej. Doszły już zapewne dowódcę 
polskiego wieści o przygotowywanych przeciw niemu z paru stron wypra- 
wach załóg rosyjskich, uwydatniać się również zaczęła niechętna postawa 
ludu, podburzanego już przeciwko „panom" przez władze i duchowieństwo 



') starcie pod Świnna — podług Milowidowa — odbyło sią już w dniu 5 maja. 

-) M. Marcinowski w przypisach do .Paniietnil\ów'' Gieysztora, II, 294. 

') Tadeusz Czudowski, urodzony około 1818 r. w rodzinnym majątku Nizkach w pow. 
czerykowskim, z ojca Tadeusza, marszałka pow. czerykowskiego, i matki, Justyny z Hołyn- 
skich, kształcił się w instytucie szlacheckim w Wilnie, a potem na uniw. petersburskim, ko- 
legując i tu i tam z Jakóbem Gieysztorem, który w .Pamiętnikach" swych bardzo dobrze 
o nim, wspomina (T. Cz... .całą duszą zawsze oddany sprawie'). Osiadłszy w majątku wła- 
snym, Krasnem, zyskał tu wkrótce popularność przez swą działalność filantropijną (np. łoży! 
na wychowanie niezamożnej młodzieży w instytucie boreckim), i byt wybrany na prezyden- 
ta sądu powiatowego w Czerykowie. W dobie reform włościańskich czynny wielce, już 
przed ukazem nadał faktyczną wolno.ść swym poddanym. Majątek jego. Krasne, został w r. 
I863-im skonfiskowany, a majątek Nizki kazano sprzedać przymusowo w ręce obce. 
(Przypisy do „Pamiętników" Gieysztora", I, 412). 

*) Gieysztor, I. c, II, 294. 



^19 

prawosławne. Wprawdzie nie grał tu jeszcze roli cyrkularz gubernaloia 
mohilewskiego, Bekleiniszewa, rozesłany do wszyslkicli urzędów gniiniiycli, 
a wzywający chłopów, aby ścigali i chwytali powstańców i doslawiaii do 
urztjdów powiatowych lub gubernjalnych, za co otrzymywać mieli 3 ruble 
nagrody od głowy, bądź co bądź jednak niechęci społeczne i religijne 
wytwarzały odrazu na gruncie mohilewskim podłoże, nie sprzyjające pla- 
nom powstańczym. 

Topór zdecydował się szybko. Zdawał on sobie niewątpliwie dobrze 
sprawę z tego, że jego wykształcenie wojskowe, energja, zapał i gorąca 
chęć służenia sprawie powstania przydać się mogą^może nawet w stopniu 
bardzo wysokim — na innym terenie, gdzie warunki zewnętrzne ułatwiały 
dalsze trwanie ruchu zbrojnego. Tu, na kresach mohilewskich, świetny 
epizod horecki powtórzyć się już nigdzie nie mógł: załogi postawione 
były wszędzie na stopie wojennej i przygotowane doskonale na ewen- 
tualne wypadki. Powstanie, nie zasilane z zewnątrz, mogło w najlepszym 
razie tylko wegetować gdzieś w głębi lasów i puszcz niedostępnych. To 
też Zwierzdowski postanowił skorzystać z tego, że nie wszystkie drogi 
odwrotu były jeszcze zamknięte: zdał komendę nad oddziałem któremuś 
z byłych oficerów rosyjskich, których kilku miał w swojej partji, polecił 
jej skierować się w kierunku południowo-zachodnim i próbować— albo po- 
łączyć się z partją rohaczewską Hryniewicza — albo też przedrzeć się dalej, 
w Mińszczyznę, sam zaś, wciąż w tym samym mundurze kapitana sztabu 
generalnego wojsk rosyjskich, wsiadł na bryczkę i bocznemi drogami, omi- 
jając oczywiście starannie Horki, podążył ku wielkiemu traktowi poczto- 
wemu, łączącemu między innemi Kijów z Mohilewem, aby tam przesiąść 
się w roli zwykłego podróżnego na konie pocztowe i za cudzym paszpor- 
tem próbować wymknąć się z sieci obławy, jaką zaciągano już na niego 
na obszarze całej gubernji. Dzięki sprawności organizacji cywilnej narodo- 
wej w Mohilewie, a potem w Kijowie, plan ten udało mu się wykonać 
z najzupełniejszem powodzeniem'). 

Oddział tymczasem próbował ratować się w jedyny możliwy sposób: 
przy pomocy szybkiego przenoszenia się z miejsca na miejsce. Kontynuując 
marsz w kierunku południowym, mniejwięcej wzdłuż rzeki Proni, prze- 
prawiono się w odległości 22 kim. od Czausów na prawy brzeg tej rzeki 

') Nie jest ściśle wiadoma droga, którą udało się Zwierzdowskiemu umknąć zagranicę. 
Kolumna (I, 18(') pisze, że „po rozpuszczeniu oddziału sam udał się do Moskwy, skąd, po 
dwukrotnym chwilowem aresztowaniu w drodze, wyjeclial w miesiącu maju zagranicę, gdzie 
bawił aż do października, zajmując się kreśleniem planu wyprawy na Żmudź'. Natomias. 
Orlicki a za nim Przyborowski (III, 64) twierdzą, że Topór przez iMoliilew wydustal się 
za granicę. Według tradycji miejscowej, zakomunikowanej uprzejmie autorowi niniejszego 
przez p. Wacława Wasilewskiego z Wieprzyna pod Czerykowem, Zwierzdowski, po opuszcze- 
niu oddziału, scłironił się narazie w majątku Święckopolu u pp. Świockicli.a po kilku godzi- 
nacłi, gdy gospodarz sprowadził z pobliskiej stacji konie pocztowe, udał się niemi w kie- 
runku Mohilewa. Po drodze, obawiając się pogoni, zostawił konie w lesie, a sam w prze- 
braniu cliłopskiem zdołał dotrzeć do Moliilewa. Wiadomo iiapewno, że w końcu czerwca 
znalazł się w Turcji, a w pierwszych dniacli lipca bawił nad Dunajem, gdzie właśnie pułk. 
Miłkowski formował swój oddział ('. Miłkowski: .W Galicji i na Wschodzie" str. 110). 
Znane są jego dalsze losy. Po powrocie do kraju mianowany naczelnikiem wojennym woj. 
sandomierskiego, zorganizował z d. 21 lutego 1«64 r. napad na Opatów. Napad nie powiódł 
się, a sam Zwierzdowski, ranny, schwytany został nazajutrz przez kozaków i w d. 27 lutego 
powieszony na rynku w Opatowie. 



20 

z widocznym zamiarem podążenia teraz na zachód, w stronę Rohaczewa 
i niedalekiej już stamtąd Mińszczyzny. Ale tu właśnie, zaraz po dokonaniu 
przeprawy, obskoczyła powstańców w d. 1 1 maja obława rosyjska. Siły 
były nierówne. Po stronie rosyjskiej występował tu oddział, wysłany z Cze- 
rykowa w d. 10 maja, a nazajutrz, właśnie w dniu utarczki, połączony 
z oddziałem, nadążającym z Czausów. Przy wojsku znajdowała się artylerja, 
nadto zaś około 400 włościan, uzbrojonych w strzelby, piki i drągi, którzy — 
według późniejszego raportu urzędowego') — okazywali szczególną pomoc, 
dostarczając pewnych wiadomości o poruszeniach powstańców i przy 
chwytaniu tychże. Siły zaś polskie, jak wiadomo, składały się z półtorej 
setki nieświetnie uzbrojonej młodzieży. 

Oddziały rosyjskie, połączone we wsi Rudni, dopadły powstańców 
o 4 wiorsty za wsią Leciahami-'). Przebieg „bitwy" był wielce charaktery- 
styczny. Siły zbrojne rosyjskie, składające się, wraz ze zbrojną obławą 
chłopską, z tysiąca bez mała ludzi, nie ośmieliły się zaatakować wprost 
tej garstki dzielnej młodzieży, ale, trzymając się na odpowiednim dystansie, 
wyprowadziły w bój... artylerję. Oczywiście, w tych warunkach nietrudno 
było przewidzieć rezultat walki. „Na skutek działania artylerji — według 
brzmienia raportu urzędowego — powstańcy w nieporządku rozbiegli się, 
lecz z po.vodu zniszczenia przeprawy i zmęczenia wojska ściganie wstrzy- 
mano. Wzięto 5 w niewolę, jeden zabity znaleziony na polu i 15 koni; 
zabranych 20 koni powrócono włościanom, ponieważ były zabrane przez 
powstańców. Ze strony wojska straty żadnej nie było"'). 

Ta niekrwawa bitwa pod Leciahami w d. 11 maja, w której na dobre 
ucierpiały jedynie furgony powstańców, zdecydowała jednak o losach od- 
działu boreckiego. Posuwać się dalej na piechotę wśród nieustającej obławy 
wojska i chłopów było niepodobieństwem. Zrobiono zatem naradę, na któ- 
rej część powstańców uchwaliła skorzystać z ostatniego terminu obowią- 
zującej do dnia 13 (1) maja amnestji dla osób, które złożą broń dobro- 
wolnie, i w dniu 12 maja do 100 powstańców zgłosiło się do władz' 
w miasteczku Propojsku, składając broń z powołaniem się na amnestję. 
Inna grupa młodzieży boreckiej dotarła podobno aż do odległego o 30 kim., 
bardziej na zachód, miasteczka Żurawicz w powiecie bychowskim i dopiero 
tam, wobec zupełnej niemożności dalszej walki, złożyła broń nazajutrz 
czy nawet później.*) 

Tydzień zaledwie trwała kampanja borecka. W ciągu tego czasu 
przemaszerowali powstańcy około 80 kilometrów (licząc w prostej linji 
od Horek do Propojska przez sam środek gubernji). Nie była to akcja 
wojskowa we właściwem tego słowa znaczeniu, raczej demonstracja poli- 
tyczna w wielkim stylu, wykonana z imponującą odwagą i determinacją. 
To też, choć stłumiona została względnie dość szybko przy pomocy arty- 
lerji, echo jej długo jeszcze rozbrzmiewało przy rozmaitych okoliczno- 
ściach po Europie. 

') Kurjer Wileński z r. 1863 n. 4. 

-) Wieś w pow. czerykowskim, nad rzeką Pionią, zwana urzędownie Litiagi. 
') Kurjer Wileński 1. c. 

■*) Pisze o tern A. Żuków w uzupełnieniu dn cytowanych wspomnień S. Kuleszy 
(R u s s k a I a S t a r i n a, list. 1883 r.). 



21 

Tak zakończone zostało powstanie na lewym brzegu Dniepru. Nie- 
co inny przebieg miało ono w powiatach województwa mohilewskiego, 
potożonycii na prawym brzegu tejże rzeki. Były to wybucliy odosobnione, 
wykonane w każdym powiecie przez właściwą organizacją narodową. Nie 
odniosły one nigdzie głośniejszego sukcesu na wzór clioćby epizodu lio- 
reckiego To też cicho o nich w dotychczasowych opisach powstania 
styczniowego'). Tern niemniej jednak wydobyć już chyba należy z nie- 
pamięci tych ludzi i ich wysiłki. Spełnili bowiem swój obowiązek narodo- 
wy wśród najtrudniejszych okoliczności, z poświęceniem zaiste bezgranicz- 
nem, nie szczędząc mienia, krwi i życia. 

Najbardziej na północ położony powiat orszański, posiadający w owym 
czasie niemal wyłącznie polską własność ziemską, powstać miał pod wo- 
dzą Ignacego Budziłowicza-^, porucznika pułku grenadjerów, rodem z Wi- 
tebszczyzny. Organizacja rozgałęziona tu była dość szeroko. Liczono nie- 
mało na nieprzebyte bory i bagna, ciągnące się zwłaszcza we wschodniej 
części powiatu, od Dniepru ku granicy gubernji witebskiej, w szerokim 
promieniu od miasteczek Lubawicz i Babinowicz. Krążyły nawet po całej 
gubernji pogłoski, że w tych właśnie okolicach, w majątku jednego z ksią- 
żąt Lubomirskich, urządzone były, przez należącą do sprzysiężenia służbę 
leśną, potężne zasieki, gdzie powstańcy w razie potrzeby bronićby się mo- 
gli, jak w fortecy, i gdzie miały być już nawet przygotowane zapasy broni, 
amunicji i żywności. Pogłoski wysnute były z czystej fantazji; w tych 
czasach jednak, gdy powstanie gromadziło dopiero swe siły, a organiza- 
cja narodowa wydawała się nieraz potężniejszą od organizacji rządowej 
rosyjskiej, wiadomości, rozpowszechniane drogą prywatną, znajdowały 
zazwyczaj posłuch i uznanie, budząc w szerokich kołach pożądane w da- 
nej chwili nastroje. 

Naczelnik wojenny powiatu orszańskiego w pierwszych dniach maja 
wprost z pułku, jeszcze w mundurze wojskowym, przybył do Mohilewa, 
skąd organizacja miejscowa miała dowieźć go na miejsce wyznaczone. 
O tym jego przyjeździe posiadamy wcale interesującą relację pamiętni- 
karską'). Ku wieczorowi jednego z m^rfwszych dni maja przybył na sta- 



') Poza epizodem boreckim powstanie w województwie mohilewskiem nie jest dotych- 
czas prawie wcale znane naszym historykom powstania styczniowego: nie wspomina o niein 
ani Przyborowski, ani Grabiec. Limanowski, w drngiem wydaniu swej .Historji powsta- 
nia narodn polskiego 1863 i 1864 f (Lwów 1909), zamieszcza wiadomość jedynie o po- 
wstaniu orszańskiem na podstawie słabego zresztą opisu we lwowskiej Gazecie Naro- 
dowej z r. 1869, n. 106 do 109. Zieliński w swej cennej skądinąd pracy .Bitwy i potycz- 
ki 1863/186; r." (Rapperswil 1913) wymienia w woj. mohilewskiem tylko trzy miejsca stare: 
Morki, Niższą Toszczycę i Liciagi (Leciahy). Korzystał on wprawdzie z rocznika Kur jer a 
Wileńskiego za r. 1863, w którym podane są urzędowe raporty, ale — jak pisze — 
„miejscowości są tego rodzaju, że trudno je odnaleźć". Spróbujemy poniżej dowieść, że jed- 
nak znaleźć je można. 

■) N\e znamy dat życiorysowych naczelnika orszańskiego. Budziłowicze są rdzenną 
rodziną litewską. Mikołaj B., bojar radomiński, wystawiał w r. 1528 na potrzeby miejscowe 
15 zbrojnych konnych, musiał być zatem zamożnym ziemianinem. Później rodzina zbiedniała 
i rozpłynęła się w szarym tłumie drobiazgu szlacheckiego. (IJruski: Rodzina. T. 11, r. 63). 

3) Opowiadanie to, pióra S. S. Orlickiego, drukowane w IstoriczeskiinWiest- 
niku za r. 1902 (zeszyt .\ i Xl) p. t. „Ugołok wozstanja 1863 r." (ze wspomnień uczest- 
nika), ma niewątpliwie, pomimo swej nawpół powieściowej formy, znaczenie materjalu liis- 
torycznego, niepozbawionego bynajmniej wartości. Autor tej relacji, pół— Polak pół— Rosja- 



J.2_ 

cją pocztową mohilewską, położoną o 3 wiorsty za miastem na szosie 
kijowskiej, młody 25-letni porucznik, opalony, o łagodnycłi błękitnycłi 
oczacli, blond wąsacti i wysuniętej naprzód dolnej szczęce, co świadczyło 
o stanowczości jego ctiarakteru. Muskularny, dobrze rozwinięty fizycznie, 
miał on wygląd człowieka spokojnego i poważnego'). Czekał. tam już na 
niego pewien były urzędnik z Mohilewa, w postaci myśliwego. Stosownie 
do umówionych z góry wskazówek, oficer zapytał nieznajomego: „jaką ma- 
my pogodę?" — a gdy otrzymał odpowiedź: „taką samą, jak w Warsza- 
wie i Wilnie — pomyślną" — stosunek był już zawarty. Budziłowicz prze- 
nocował w Motiilewie u owego byłego urzędnika, a o 4-ej rano wyruszył 
wraz z nim najętą bryczką żydowską na miejsce przeznaczenia. Po dro- 
dze — o ile wierzyć mamy cytowanemu pamiętnikarzowi rosyjskiemu — 
zdarzyła mu się oryginalna, wielce charakterystyczna dla tych czasów przy- 
goda. W miasteczku Szkłowie, do domu zajezdnego, gdzie wypadło się 
zatrzymać dla nakarmienia koni, przybyła deputacja od kahału żydowskiego, 
prosząc o względy dla ludności miasteczka, kiedy już powstańcy masze- 
rować będą na Mohilew, i składając jednocześnie na ręce Budziłowicza 
500 rubli, zebranych na potrzeby władz narodowych polskich'). Naczelnik 
powstańczy w mundurze rosyjskim przyobiecał ludności Szkłowa swą ży- 
czliwą opiekę w razie przeniesienia akcji zbrojnej na ten leren, pieniądze 
do kasy narodowej przyjął i — ruszył dalej na wyznaczony punkt zborny. 
Przez Orszę przejechano, nie zatrzymując się nawet, aż wreszcie bryczka 
stanęła przed dworem, który był celem podróży. Dwór ten położony był 
przy samyin trakcie z Orszy do Witebska, w odległości mniejwięcej dwóch 
mil od powiatowego miasta. Przez cały wieczór zjeżdżały się tam bryczki 
i nejtyczanki, wiozące młodzież okoliczną, nieraz w towarzystwie całych 
rodzin, które nie mogły tak łatwo rozstać się ze swymi braćmi i synami. 
Budziłowicz wygłosił do zebranych krótkie, poważne przemówienie. Nastrój 
był wysoki. 

Około północy z 5-go na 6-go maja oddział, złożony ze stu dzie- 
sięciu ludzi, wyruszył ku Babinowiczom'). Naczelnik i jego adjutanci, 
w czamarkach i konfederatkach, jechali konno, dalej szedł tłum powstańców, 
za nimi dopiero jechały wozy, na których złożono broń. W końcu ciągnęło 



nin, pomimo swych pokrewienstv' rosyjskich, zakochawszy się w Polce, wstąpił do organi- 
zacji narodowej i nawet uczestniczył bezpośrednio w partji orszańskiej. Wysiany jednak 
przez Budziłowicza do Topora, uniknął szczęśliwie chwili rozgromu, a dzięki swym stosun- 
kom zdołał nawet zatrzeć ślady swego udziału w partji. Wspomnienia swe — może dla 
ułatwienia lektury czytelnikom ubrał, jakeśmy to już zaznaczyli, w formę nawpół powieś- 
ciow.-j, zmieniając zlekka nazwy opisywanych miejscowości i nazwiska wspominanych osób. 
Nie trudno jest jednak odcyfrować te quasi — nowelkowe rebusy. 

') 1. c. X, I 3. 

') 1. c, X, 69-70. 

^) Limanowski, na podstawie bezimiennej relacji Gazety Narodowej inaczej 
przedstawia dzieje tej wyprawy: .Rachowano, że na punkt zborny zgromadzi się 100 po- 
wstańców z powiatu orszańskiego i tyluż z witebskiego. Tymczasem chłopi zatrzymali bron, 
którą lam wieziono. Ażeby ją odbić, Budziłowicz b dzień wcześniej rozpoczął powstanie. 
Skutkiem tego przybywający na punkt zborny powstańcy, nie znajdując, ani naczelnika, ani 
broni, błąkali się po lesie, a wielu powróciło do domu. Budziłowicz zgromadził wszystkiego 
30 powstańców. .Moskale, powiadomieni przez chłopów i popów, puścili się w pogoń i wkrótce 
dopędzili garstkę powstańczą". („Historja powstania narodu polskiego 1863 i 1864 r.", Lwów 
1909, str. 319). 



23 



jeszcze kilka bryczek, na których rodz,„yodp:owad^^ ^^^^^ 

Było ciepło, warunki marszu <iot^^^' .^'"g.^bil^^^^^^^^^ Urządzono po drodze 
flypocz^ynków dotarto dopiero zranaioBbmow,^^^^ 

w lesie improwizowany biwak przy ^^^ > naczelnik polecił po- 

nocnych. Zrana, gdy ^^.^-^^^^J!^^ fuJ^w fs Q w szeregi. Wejście do Ha- 
wstańcom rozebrać bron ^^^^^^^Z^* /^czysry Podobno i książa miejscowi, 
binowicz odbyło się w sfO^ob uroczysty polskiego z krzyżem 

llfpTSei^w^y "5SpnV^o ,K"nffla«ic!e, pCc, pop,... 

iatychmiast do Orszy ^doniesieniem rozłożyło sią obozem na 

^ Po wysłuchaniu "^bozenstwa wo s^^^^^^^^ J^^^-^^y hotnicy 

placu przed kościołem, posil ło ^'^ obuaem P ^^^^^^ ^^^,,^ „^. 

Jorozchodzili sią po •"'^^^^"^^"gi,^ ,' XS e^ ^"^^''^ °''ali 

stroju pokojowym, rozpoczęły sią tez wwo^^^^^ przedsięwziął srodk. 

mawszy o tem ^'^^^mosc Bud łowi z ^^y .^^^^ ^yj^czył słabych 
stanowcze: ściągnął na P^^f^ J''/' ^stałych zaś podzielił na trzy bataljo- 
i niezdolnych do "°s^5"i^,,^^3',iP!!''rmIanował odrazu oficerów i dzie- 
ny - każdy po trzydziestu ludz, im Wszyscy zdyskwali- 

siętników. Nakazano przygotować się ^o wy ni a szkodliwym 

nJowani, oraz kobiety -^^^,.^^^;//,^^e ^owSu^^^^^^ Część niewiast 

już teraz balastem, f ^-J^Ji ^f '^^przySrc się mogą w obozie przy p-e- 

e^-^r:^^«S^2 z r.nych suon 

\ nich opowiedział o ^^obycrnHorek Wrażemu oddziałem boreckim w 
biła je dalsza wiadomość o ^y^^^^^i^J^PK^czewa. Jeszcze poważmej- 
drogę w kierunku południowym ^^f "J^. J^^^S^ał on o poruszeniu 
sze^wieści przywiózł *^"y,^y^^^7,^<l J^^pskich, ^ któremi wyruszył 
przez sprawnika') . orszanskiego^ tłumów cWops^^^^^ ^^ ^^^^ całą rozpo- 

już na poszukiwanie PO^.st^"'^,^^':,'f''asi na dłuższe narady, ani nawe 
Iządzalną siłę zbrojną. Nie było ) JZ ^z^asu na Q ^ ^^^^^^ ^ ,,iy oddział 
próby doskonalenia organizacji. Wydano nasio u j 

fuszył na wschód, drogą ku "^'^s*^"^" ^^^ S b^'^ - P'''' ""''" 
\wąska, koleista droga .Prowadź, a ^ g^\\%e,ieniegdzie błysz- 

wyprawr). -Grunt zniżał się \ ^^"y^fi^^nym Zapadał mrok. Na w.dno- 
czały jeziorka, Pozostałe po wylewie w,^ennyni-^^^ ,, 

kręgu gromadziły się ciężkie, ^f^^J^^f^kl^^^ tłum w ciemnościach 
natS, co zapowiadało ^. "^^^y. ."^"f^i J, S wcąż broń z ra- 

potykał się o korzenie i przeklinał drogę, P^^^f' ;^i^\vły bardzo ciężkie. 
S^iia na \amię. Wszystkie te d^beUowk. mysh. sk^^^ ^ y^^^^^^^^_ ^ 

Szable, pamiętające jeszcze ^^^ 1^ ;> JI" 3,5 i to niewiele pomagało, 
się między nogami, podwiązywano 1^/jyf^J^/ ^j^ j poprawiał swój ryn- 
Co chwila ktoś pozostawał w tyle, siadał na pni v 



1) Naczelnika powiatu. 
') Orlicki, 1. c, Xl, 431. 



24 

sztunek. Budziłowicz przejeżdżał wciąż od awangardy do arjergardy, coraz 
bardziej przyśpieszając pochód". 

Po pewnym czasie oddział opuścił drogę, prowadzącą do Lubawicz, 
i ruszył i<u północy wprost przez las. Szło tu niewątpliwie o zmylenie 
pościgu, który, na podstawie wskazówek mieszczan babinowickich, musiał 
skierować się wprost na wschód, gdy tymczasem oddział mógł się zaszyć 
wśród błot i lasów na pograniczu powiatu witebskiego. Jednocześnie 
Budziłowicz powziął decyzję, która niewątpliwie dobrze świadczy o jego 
zdolności orjentowania się w sytuacji. Oto pchnął on przez umyślnego 
wysłańca liścik do Topora, prosząc go, aby nie szedł na Mohilew, gdzie 
znajduje się więcej wojska, niż przypuszczano pierwotnie, natomiast, aby 
skierował się raczej na Orszę i zaszedł z tyłu przedsiębraną przez spraw- 
nika orszańskiego wyprawę, której powstańcy orszańscy mają nadzieję 
stawiać czoło przynajmniej w ciągu dni paru. Wysłaniec miał polecenie, 
aby nieznacznie pozostał poza oddziałem, a potem, aby jak najśpieszniej 
dotarł do jakiego folwarku, wystarał s'ę o konie i ruszył, przeprawiwszy 
się przez Dniepr, za oddziałem boreckim. O treści listu poinformowany 
on został dokładnie, aby na wypadek konieczności jego zniszczenia mógł 
również ustnie przedłożyć projekt Toporowi. Losy prześladowały już jed- 
nak najwidoczniej powstanie mohilewskie. Jeśli wierzyć mamy nieco zbyt 
może romantycznie brzmiącej opowieści wzmiankowanego Orlickiego, 
brnąc w nocy przez las, wysłaniec wpadł w bagno, z którego dopiero 
po kilku godzinach wyratował go jakiś przejezdny. Kiedy zaś nareszcie 
znalazł się na stacji pocztowej na trakcie do Mohilewa, jedna z pierwszych 
wiadomości, jakie tam otrzymał od znajomego pocztmistrza, głosiła, jakoby już 
tegoż dnia wczesnym rankiem przejeżdżał tędy Topór-Zwierzdowski, oczy- 
wiście za cudzym paszportem, ale, jak zawsze, w mundurze sztabowym 
rosyjskim. Wysłańcowi nie pozostawało już nic innego, jak myśleć o rato- 
waniu własnej skóry. 

Tymczasem partja orszańska po krótkim wyp^oczynku nocnym w lesie 
dotarła w końcu do wsi Ockowa'), gdzie nareszcie mogła się posilić. Ale 
już pędził ku Orszy goniec, wysłany zapewne przez popa miejscowego, 
z wiadomością o przybyciu powstańców. Sprawnik wsadził natychmiast 
50 żołnierzy na podwody, zabrał również gromadę włościan — naganiaczy, 
uzbrojonych w drągi i nawet fuzje myśliwskie, i ruszył ku wskazanej wsi. 
Pomimo całego pośpiechu — powstańców już tam nie zastał. Partja Budzi- 
łowicza wymaszerowała stamtąd przed dwiema godzinami. Pędząc świeżym 
śladem, sprawnik orszański dotarł wkrótce do wsi Pohostyszcza, leżącej 
już na samym krańcu powiatu, na pograniczu powiatu witebskiego. Tam 
we dworze, u obywatela Antoniego Pióry, odpoczywali właśnie powstańcy. 

Nadeszła chwila decydująca. Było to popołudnie dnia 7 maja^). Partja 
orszańska, która tutaj, na krańcach dawnej Rzeczypospolitej, demonstro- 
wała nieprzedawnione jej prawo do samodzielnego bytu, składała się w tej 



') W raporcie urzędowym — Ockowo. Według słownilca geogr. — Oćl^owe. Na mapie 
zaś sztabowej rosyjskiej nawet — Ockowyje. 

') Według Kur. W i 1., starcie pod Pohostyszczem odbyto się d. 26 kwietnia, czyli 
8 maja n. st. Natomiast Milowidow. 1. c, podaje datę 25 kw. czyli 7 maja. Ta ostatnia data 
wydaje się nam bardziej prawdopodobną. 



25 

chwili już tylko z sześćdziesii^ciu ludzi, słabo, jak wiemy, uzbrojonych 
i wogóie nieiiawykłych do wojowai.ia. O wiele znaczniejszemi były siły 
moskiewskie. Było tam bowiem 50 należycie uzbrojonych i wyćwiczonych 
żołnierzy, pod wodzą sprawnika w randze podpułkownika, nadto zaś paru- 
set chłopów prawosławnych, podburzonych w odpowiedni sposób przeciw 
powstańcom, jako przedstawicielom żywiołu „pańskiego". Walka była nie- 
długa. Sprawnik podzielił swoją komendę na dwie części i ruszył do atalcu 
z obu stron dworu jednocześnie. Powstańcy, widząc, że są otoczeni, zebrali 
się dokoła ganku. Pierwszy strzał z ich szeregów zranił szeregowca mo- 
skiewskiego. Gdy jednak atak postępował naprzód, rzucili się, strzelając, 
przez ogród ku błotnistej rzeczce Olszance. Tam spuścili się do wąwozu 
i zaczęli strzelać. Po kwadransie takiej wymiany strzałów sprawnik zebrał 
swych żołnierzy i poprowadził ich na bagnety, poparty przez tłum chłop- 
stwa. Opór dalszy był niemożebny. Powstańcy, rzuciwszy większą część 
broni do rzeki, poddali się. „Wzięto w niewolę — według raportu urzędo- 
wego') — 21, z których dwóch ciężko ranionych a jednego lekko, zabito 
sześciu'), kilku utonęło w rzece, a ośmiu lub dziesięciu dopłynęło do 
drugiego brzegu i zniknęło w lesie. Ze strony wojska zabito 2, jednego 
włościanina a drugiego parobka obywatela Szebeki; raniono 3 szeregowców 
bataljonu garnizonowego witebskiego". 

Naczelnik wojenny powiatu orszańskiego, Ignacy Budziłowicz, dostał 
się wraz z innymi do niewoli. Przewieziono go do więzienia w Orszy 
i po dłuższem ś'edztvvie rozstrzelano tamże w dniu 9 września'). 

Nieco inny, choć również krwawy przebieg miało powstanie w są- 
siadującym z powiatem poprzednim powiecie sieńskim, czyli sienneńskim. 
Zebrało się tu w d. 5 maja na folwarku Ślepcach u Tomasza Chmurowi- 
cza z górą stu ludzi, nad którymi dowództwo objął Walerjan Szlagier*). 
Nie posiadamy, niestety, niemal żadnych wiadomości o tym naczelnika po- 
wiatu sieńskiego, po za tem, że był przed wybuchem powstania rządcą 
w majątku Rafała Szebeki. Pochodził prawdopodobnie z rodziny szla- 
checkiej, osiadłej oddawna na Litwie, w powiecie upickim. Pomocnikiem 
jego był podporucznik wojsk ros., Antoni Olędzki^). Miejsce zboru powstańców, 
folwark Ślepce, położony koło Obczuhy w południowej części powiatu, 
w dość znacznej, bo 50 kilm. wynoszącej odległości od powiatowego Sien- 
na, wydawało się dość dobrze zabezpieczonem przed możliwością szybkiego 
wtargnięcia nieprzyjaciela. Musiało jednak i tu znaleźć się jakieś ciekawe 
a nieżyczliwe oko, gdyż już nazajutrz, 6 maja, 4-ta kompanja strzelców 



') Przedruk z Mogił, g u b. w i e d. w K u r j e r z e W i 1 e ń s k i m 1863, n. 51 

-) Znane jest nam tylko jedno nazwisko z liczby tych poległych — mianowicie 
Tomasza Szczodry, syna drobnego szlachcica z okolicy Pożerek. Patrz: Dielo kancel. Mogił, 
grażd. gubern. w Archiwum Cenlr. w Wilnie. 

^) Ephemerides polonaises. Juillet, Aout et Septembre 1863. (Paryż 1864) 
str. 215. 

■") Szlagiera, jako dowódcę, wymienia raport urzędowy sprawnika sieńskiego (Kur. 
Lit. n. 69). 

*) Wil. Wieś t n i k, 1864, n. 42: „Należący do polowej artylerji pieszej i znajdu- 
jący się w Michajtowskiej akademji artyleryjskiej podpór. Antoni Olędzki — winny zdradj' 
shiżby, przysięgi i przyłączenia się do band powstańczych w charakterze pomocnika naczel- 
nika rewol. pow. sieńskiego, wzięty z bronią w ręku, przez czas długi ukrywał swe nazwi- 
sko — rozstrzelany 10 kwietnia 64 r. w Mińsku". 



26 

rosyjskiego pułku aleksopolskiego, pod wodzą porucznika Putiaty, uka- 
zała się w pobliżu Ślepców i, widząc odwrót powstańców, rozpoczęła za 
nimi pościg. Przepastne lasy litewskie użyczyły jednak powstańcom wy- 
bornego scłironienia. Porucznik rosyjski wraz ze swą kompanją stracił 
wkrótce ślad i przez trzy dni błąkał się bezskutecznie po okolicy. Dopiero 
9 maja udało mu się natrafić niespodziewanie na powstańców w pobliżu 
dużej wsi SłoAfieni'), mianowicie pod folwarkiem Wieczerzanką^) obywa- 
tela Korsaka. Według późniejszego raportu urzędowego rosyjskiego, par- 
tja powstańców, „dowiedziawszy się od swoicłi szpiegów o zbliżaniu się 
wojsk, ukryła się w lesie tak, iż odszukanie jej z przyczyny zbliżającej 
się nocy było niepodobne '). Wydaje się prawdopodobnem, iż kompanją 
rosyjska skorzystała z ciemności nocnycli bodaj skwapliwiej jeszcze od 
powstańców i czekała na posiłki, które zapewnić jej miały już me dwu, ale 
czterokrotną przewagę liczebną nad oddziałem powstańczym. Jakoż po- 
moc ta nadeszła wkrótce pod postacią drugiej kompanji tego samego 
pułku. Dowodził nią sztabs-kapitan Uszakow. Tymczasem — według 
wzmiankowanego już raportu urzędowego — „porucznik Putiato, wiedząc, 
iż powstańcy śledzą jego poruszenia, ruszył ku miasteczku Tołoczyiiowi 
i, minąwszy Słowienie, zatrzymał się z komendą o 4 wiorsty stamtąd w le- 
sie; jednocześnie zaś wystał jednego kozaka i jednego żołnierza konno, 
odzianycti i uzbrojonycli, jak powstańcy, rozkazując im wynaleźć bandę 
porwać z niej kogokolwiek. W godzinę wysłani powrócili ze scliwyta- 
nym szpiegiem, który wyznał, iż powstańcy znowu zbliżyli się ku Wiecze- 
rzance i stanęli w gęstym lesie, że w bandzie było ze stu ludzi i że do- 
wódca zamierza przejść do borysowskicłi lasów". 

„Wskutek tego — brzmiał dalej raport — porucznik Putiato ruszył z rotą 
do wskazanego miejsca i rozsypał dwa półplutony strzelców pod dowódz- 
twem porucznika Suworowa i feldfebla Szkurkina, którzy wkrótce zostali 
spotkani ogniem powstańców zza okopu lub strzechy i z krzykiem „hurra!" 
rzucili się do okopu i bagnetami wyparli powstańców. Druga połowa roty, 
która pospieszyła na pomoc, ścigała dalej uciekającego nieprzyjaciela, tak, 
iż mniej niż w pół godziny banda ostatecznie pierzchnęła, zostawiwszy na 
miejscu 21 zabitych, w tej liczbie dowódcę bandy, 2 ciężko rannych, 18 
fuzji, 9 pistoletów, 9 szabel, kilka siekier, kos, sztyletów, prochu 3 beczuł- 
ki, z 500 kul, 6 koni i wiele innych rzeczy. Jeńców wzięto w czasie bi- 
twy i później 19. W wojsku zabito 4 szeregowych, raniono porucznika 
Suworowa i 8 żołnierzy" *). 

W uzupełnieniu tego ciekawego, choć napewno w części tylko pra- 
wdziwego raportu, porucznik Putiato dodaje, iż kompanją jego wraz z ko- 
zakami w pościgu za powstańcami przeszła w niespełna 3 doby do 200 
wiorst, co również dobrze charakteryzuje warunki tamtejszej partyzantki. 
Raport zaś ulec musi zakwestjonowaniu już choćby z tego względu, iż 
mowa w nim jest o zabiciu dowódcy powstańców, który, jak się prze- 



•) Urzędowa nazwa rosyjska: Sławiany 

^) Według Stown. Geogr. — Wieczerzanka Uib Wieczerianka. Według raportu urzęd. 
Wieczery lub Wieczeriany. 

') Kur. W ii. z r. 1863 n. 51. 

*) 1. c. 



27 



kn,v,^v Z uast^pne<>o, również urzędowego raportu, dowodził jeszcze partją 
konamy z ua.tpne . ^^^j,^^ ^^,^ , szczęśliwie. Bi- 

Frood ^W?ec zanką S^ ''^'^ niewątpliwie poraj.ką powstańców, 

rn^HH^i.łrwaT dalej pod tern samem dowództwem i, kryjąc się po la- 
ale oddział t wał ^7*^1 P^ , ^^^^i zapewne w nadziei dotarcia do puszcz 
sach, z-.n,erzał P^^^i'^'!^^^ i połącze^^^^ się z którą z partyj tamtejszych, 
borysowskich lub ''^^^'^-"^^nak bardzo ciężkie. Oprócz dwóch kom- 
Warunki tego odwrotu My l^d. ak barazo cięz j^ .^^_ 

panij, nacierających na P^;'''^^'f:'l^ ''l\X^^^^^ pułku 

steczka Chołop.en.cz, wysłana ak s>^ zdaje z ti^jy^^ • naczelnik po- 

krzemieńczuckiego. Po ^Ygodnui widząc się osaczoy , ^^ 

wiatu s.ei-rskiego skorzystał z^u^^^^ 

r^'-=s;nT-n^^ 

kowi gub. mohilewsKiej ze z uaiiyy ^ ynaiHiiie sie trzech synów 

S.cza«am., ujęto 24 ludn, w ''"'';«, ""''^a^Jr' 13 szlchly, 6 wio- 
obywatelski* kadelpotock,egok„^^^s^^^ 

ścian katolików i 1 1^'^"^^ ^^ , ó,!;_„_j. zebrała się banda 5 maja. Na- 
Chmurowicz, w l^tórego folwarku Ślepcach zebra a sę ^^j^^^i ^ ed- 

czelnik tej bandy, szlachcic .Szlag<er uaekl z me "z ^^beltówkę 

tem. Przytem zabrano 3 konie, na ^torycl jezozu ^.^ f ^ ■ ,. 
fpistolet u szlachcica Bildzinkiewicza nadto 20 rb. pien^dz^ ^^.^^^^ 

TLał^o^^tirSaaVgSe;^^dłu?eri^^^^^^ ze ^wszystkich ruchów 
^ ^^^r^ -^i^ewskim powstan.^mu.cm^-^^-;|ra^^ 
o niem tylko głuche echa w pismienn.ctwe ^s^^^^^^^^^^ 

kiem wo ennym został Ildefons Ancypa. Osob.stośc J^o n epospo. , ^^._ 
gująca na bliższą uwagę. Dawny 7-ołmerz jen Dembińskiego, p ^ 
irant, w tej przełomowej dobie powstaniowej był w ^ 'e ^.eRu^ ę ^^^^.^ 
Urod ony w r. 1815 we wsi Miłowaniu w P''^ ec « sjon msKu^ 
się w szkołach w Słonimie, skąd podczas .^^^'"'^^.i^-^^^ier również 
d^ wojska polskiego, z niem /-^^ł . na emig a" ! W Paryżu został 
wkroczył do Warszawy i pozniej udał się na emigraLj^. 



>) P 

I 



:; ^:^Z: UoSominanie o s.u.bie w Bie.orussji-: , s t o r i c . e s R M W i e s t n i k 



z r. 1884. 



28 

z czasem zawiadowcą wielkiej części podziemi miejskich, t. zw. katakumb. 
W r. 1848 pod Mierosławskim walczył w Poznańskiem, poczem wrócił 
na swą posadę do Paryża. W r. 1861, na skutek amnestji, mógł już wró- 
cić do kraju. Zamieszkał wówczas przy rodzinie w gub. motiilewskiej 
i niewątpliwie wcześnie przystąpił do tworzącej się wówczas organizacji 
narodowej. „Była to dusza dziwnie czysta i piękna, charakter prawy, tempe- 
rament ognisty — pisze o nim jego kolega ze szkół Słonimskich, później 
przypadkowy czas jakiś towarzysz w Paryżu, Edward Pawłowicz'). — Pomimo 
twardego losu, przeszedłszy, jak to mówią, przez ogień i wodę, zachował 
tę młodość ducha, która tylko zacnym ludziom najdłużej towarzyszy. 
Kochając ojczyznę nad wszystko i będąc surowym dla siebie, poprze- 
stawszy na stanowisku szeregowca w pracy dla niej, niecierpiał fałszywych 
jej proroków, krzywych dróg i wszystkiego, co tchnęło sobkostwem, pozo- 
waniem, obłudą, co ze świętej sprawy robiło sobie zyskowne rzemiosło, 
piedestał dla dogodzenia ambicji i samolubnym celom". 

O działaniach partji bychowskiej, zostającej pod dowództwem Ancy- 
py, posiadamy, niestety, wiadomości również tylko ze źródeł urzędowych 
rosyjskich. I te wiadomości są przytem bardzo niepełne. „Dowódca 15-ej 
roty, bataljonu rezerwowego, pułku pieszego smoleńskiego, sztabs-kapitan 
Kusoński, doniósł — czytamy w raporcie urzędowym — iż dn. 9 maja, 
przybywszy ze swą kompanją do folwarku SielecBołonów-), dowiedział 
się, iż w okolicach znajdują się 2 bandy, jedna w lesie pod Zlotami, a dru- 
ga niedaleko od folwarku, gdzie znajdowało się mieszkanie asesora, które 
powstańcy zamierzali spalić. Skutkiem tego o godz. 11-ej w nocy z 35 żoł- 
nierzami udał się z asesorem do Złotowa, a resztę kompanji z 36 żołnie- 
rzy zostawił w folwarku pod dowództwem podporucznika Lipińskiego. 
D. 10 maja w czasie poszukiwań, podczas których przebyto do 60 wiorst 
drogi, sztabs-kapitan Kusoński o godz. 5-ej po pol. napotkał powstańców 
w lesie przy folwarku ob. Sławińskiego i rozpoczął strzelanie, lecz ci, 
przestraszeni, pierzchnęli od lasu, zostawiwszy 11 fuzyj i 2 konie. Po- 
wstańców było do 40, z których zabitych i ranionych na miejscu nikogo 
nie zostawiono. W wojsku raniony jeden. Dalsze ściganie tej bandy z po- 
wodu gęstego lasu było niemożliwe." 

Tyle wiadomość urzędowa. Starcie pod Sielcem-Bolonowem, jak 
widzimy, zakończyło się niekrwawo: powstańcy nie mieli strat wcale, 
Moskale jednego ranionego. Ale w warunkach tej nierównej walki, jakie 
wytworzyły się na terenie województwa mohilewskiego, gdzie obok woj- 
ska i kozaków brały po stronie silniejszego wybitny udział chmary chłop- 
stwa, organizujące z rozporządzenia władz formalne obławy — partja nie 
mogła się już długo utrzymać i większość jej uczestników dostała się do 
niewoli. Uwięziony został również i Ancypa. Wyrokiem sądu wojennego 
skazany na śmierć, rozstrzelany został jednocześnie z podporucznikiem 
Korsakiem i dwoma braćmi, chorążymi Janem i Michałem Mancewiczami, 
w gubernjalnym Mohilewie d. 18 czerwca o godz. 10-ej rano'). 



M Edward Pawłowicz: „Wspomnienia z nad Wilji i Niemna", Lwów 1883, str. 125—230 
^) K u r j e r W i 1 e ń s l< i n. 51. Sielec-Bolonów, wieś w gminie Głuche, na trakcie 
mohllewsko-bobrujskim. 
3) 1. c. n. 62 



29 

Podobny przebieg miało również powstanie w sąsiednim powiecie 
roliaczewskiin. Naczelnikiem wojennym został tu były sztabs-rotmistrz 
rosyjski, obywatel ziemski, właściciel majątku Górnej Toszczycy, Tomasz 
Hryniewicz'). W jego to majątku oraz na gruntacli sąsiedniej Niższej 
Toszczycy, należącej do ob. Grzegorza Pieczkowskiego, którego syn czy 
brat, Jan Pieczkowski, dymisjonowany junkier, brał również czynny udział 
w partji, zebrał się, prawdopodobnie w oznaczonym dla całego wojewódz- 
twa terminie, d. 5 maja. oddziałek powstańców, złożony przeważnie z sy- 
nów drobnej szlachty, osiadłej nad Drucią, z oficjalistów i począści służby 
dworskiej, oraz z grona przedstawicieli obywatelstwa ziemskiego. Już po 
upływie paru dni oddziałek ten zaatakowany został przez Rosjan. Spraw- 
nik rohaczewski, otrzymawszy wiadomość o zbieraniu się powstańców 
w Niższej Toszczycy, wysłał tam z Rohaczewa 14-tą kompanję 4-go ba- 
taljonu rezerwowego pułku pieszego smoleńskiego pod dowództwem kapi- 
tana Jegorowa. „Przybywszy do Toszczycy — głosił późniejszy raport 
urzędowy — Jegorow zatrzymał rotę na drodze do dworu przy karczmie 
i, dowiedziawszy się od cfttopca o zbliżeniu się powstańców, posłał na 
zwiady kozaka, do którego już po oddaleniu się o 50 sążni wystrzelono 
i zabito konia. Posławszy łańcuch strzelców, kapitan Jegorow rozpoczął 
strzelanie, które trwało blisko pól godziny; lecz choć z powodu zmroku wy- 
strzały nie mogły być celne, jednakże powstańcy, zaprzestawszy strzelać, 
odeszli do lasu. Nie wiedząc o sile powstańców, rota odłożyła ściganie 
do poranka. O godz. 10-ej jeszcze jedna rota pułku pierwszego czerni- 
howskiego wysłana została z powiatu bychowskiego. Tymczasem po- 
wstańcy, korzystając z nocy i z małej swej straty, podeszli z lasu brze- 
giem jeziora do dworu i,zasiadłszy w ogrodzie, o godz. 1 1-ej znowu roz- 
poczęli strzelanie, na które już odpowiedziały obie roty i powstańcy zmu- 
szeni byli do odwrotu. W ciemnościach ściganie już było niemożliwe, 
Zrana zato roty ruszyły dalej, lecz nie mogły dowiedzieć się, dokąd po- 
szła banda, a przy poszukiwaniu schwytały 16 jeńców, oprócz sześciu, 
wziętych przez włościan przed przybyciem wojska. Jeńcy są prawie wszy- 
scy ze szlachty tego powiatu. W liczbie ich znajduje się ksiądz Bugień 
z Czeczerska-) i oficer 4-ej baterji 5-tej brygady artylerji — Stanisławowicz'). 
Prócz tego zabrano broń, kilka koni, wóz z szarpiami. Kontuzjowariy 
został 1 żołnierz, a z włościan, którzy dawali najczynniejszą pomoc, za- 
bito 1 i raniono 2; straty powstańców niewiadome"^). 

Starcie to odbyło się w d. 8 maja. Powstanie rohaczewskie trzy- 
mało się jeszcze dni kilka, gdy jednak poduszczone przez popów i po- 
licję gromady chłopstwa przetrząsać zaczęły lasy zwartemi obławami przy 
pomocy oddziałów żołnierzy, a brak zapasów żywności na dobre dał się 



') Hryniewiczowie herbu Przeginia. Zamieszkiwali w pow. orszańskim, gdzie w r. 
1626 Paweł H. otrzymał od Zygmunta 111 siedem włók w uroczysku Kruliło. Wielu H. wy- 
legitymowało się ze szlactiectwa w zlemstwie orszanskiem w r. 1774. Boniecki: Herbarz 
Polski. T. VII, str. 383. 

-) Ks. Benedykt B., ze szlachty g. kowieńskiej, wikarjusz parafji w Czeczersku. Był 
później w Tunce na Syberji 

') Nazwiska tego nie znajdujemy na liście skazańców z gub. mohilewskiej. Pra- 
wdopodobnie przy pierwszem zeznaniu podane ono zostało umyślnie w fałszywem brzmieniu. 

*) K u rj er W i I en s ki nr. 5'. 



30 

we znaki, nie mogli już powstańcy opierać się dłużej 1, powiązani, dosta- 
wieni zostali do urzędu powiatowego. Wpadł w ręce wroga i sam naczel- 
nik Hryniewicz. Rozstrzelano go w Rohaczewie w dniu 28-ym lipca'). 
Powstanie mohilewskie było zakończone^). 

III. Po burzy. 

Odwróciła się nowa karta dziejów naszych na Litwie. Żywioł polski, 
upośledzony przez rządy rosyjskie pod względem politycznym, korzystał je- 
dnak dotychczas nietylko ze względnego przynajmniej równouprawnienia z pa- 
nującym żywiołem rosyjskim, ale nawet i z pewnych specjalnych przywi- 
lejów stanowych, składał się bowiem w znacznym stopniu ze szlachty. 
Przed wybuchem i na początku powstania był nadto okres, w którym 
utajona siła polskości w tym kraju doszła do swego zenitu. Nastrój po- 
wszechny ludności polskiej zwrócił się bezpośrednio przeciwko znienawi- 
dzonym rządom rosyjskim i reprezentującym je miejscowym władzom 
administracyjnym. Dopóki burza wisiała w powietrzu, władze te, nie mo- 
gąc ocenić jej siły i możliA^ych rozmiarów, gięły się, jak trzcina na wie- 
trze, drżąc z obawy o swoje przyszłe losy. Ale nastąpił wybuch, nie po- 
party, wbrew oczekiwaniom, przez „Europę" i rząd centralny powziął 
szybko decyzję nietylko stanowczego stłumienia „buntu", ale i podcięcia 
przy sposobności u samych podstaw żywiołu polskiego na Litwie. Od po- 
łowy maja rozpoczynają się na całym rozległym obszarze Litwy historycz- 
nej rządy prawdziwie murawjewowskie. Żywioł polski w całej swej roz- 
ciągłości wyjęty zostaje z pod opieki prawa i jest już — w najlepszym^ 
razie — tylko tolerowany. Jest to wskazanie ogólne. W szczególe zaś 
sypać się zaczynają rozporządzenia, cyrkularze, w końcu nawet i ukazy 
carskie, czyniące olbrzymie wyrwy w szeregach polskich na Litwie. Dzie- 
siątki tysięcy ludzi popędzono na Sybir lub zesłano administracyjnie do 
gubernij wschodnich Rosji, tysiące majątków polskich skonfiskowano lub 
wystawiano na sprzedaż przymusową w ręce rosyjskie. 

Ta orgja prześladowania w stosunku do Polaków i polskości nie omi- 
nęła i gubernji mohilewskiej. Wnet po rozproszeniu oddziałów powstań- 
czych na skinienie gubernatorskie zaczęły zapełniać się więzienia i wkrótce 



1) Limanowski, w pierwszem wydaniu swej .Historji powstania', wspomniał, na pod- 
stawie glucliych podań, o .Hryniewieckim", który ucierał się nad Drucią (W, 107); w dru- 
giem wydaniu (str. 320) nazwisko Hryniewicza podane już zostało prawidłowo, ale również 
bez żadnych szczegółów o oddziale rotiaczewskim. 

') Ponieważ w pracy p Zielińskiego, jak już wspomnieliśmy; wymienione są tylko 
3 miejsca starć na terenie gub. mołiilewskiej, podajemy poniżej krótkie zestawienia dat 
i miejsc tycli dziewięciu potyczek, jakie udało się nam powyżej opisać lub przynajmniej 
wynotować: 

5 maja — Horyhorki — p. borecki, 

6 „ — Świnna — p. czerykowski, 

7 , — Czarnorucze ~ p. mohilewski, 

— Pohostyszcze — p. orszanski, 

8 , — Niższa Toszczyca — p. rohaczewski, 

9 , — Słowienie — p. siensl<i, 

, „ — Sielec-Bołonó\V — p. bychowski, 
10 „ — Leciatiy — p. czerykowski, 
19 , — Szczawry — p. sieński. 



31 

już zabrakło w nich miejsca. W Mohilewie musiano użyć na ten cel 
świeżo zbudowanych koszar bataljonu miejscowego. Na catym obszarze 
gubernji dziać skj przytein zaczęły bezecne, wyrafinowane nadużycia, 
gwałty i zdzierstwa. Trudno dziś wyobrazić sobie, ile wycierpieć wówczas 
musieli nawet ci Polacy, ktc^rzy nie należeli bezpośrednio do powstania. 
Obraz ten z czasem dopiero będzie mógł być odtworzony w całej swej 
okropnej sjrozie, gdy wydobyte zostaną na światło dzienne zarówno wspo- 
mnienia wispótczesnych, jak i pewne dokumenty urzędowe. Kilka bezpo- 
średnio schwytanych rysów tego posępnego okresu podaje we wspomnie- 
niach swych wzmiankowany już kilkakrotnie powyżej pamiętnikarz rosyjski, 
Orlicki, który na wiosnę zawieruszył się wprawdzie sam w powstaniu, ale 
już latem tegoż 1863-go roku służył gorliwie rządowi, jako urzędnik akcyzy. 

„Przewodniczącym komisji śledczej w Orszy — pisze Orlicki') — 
mianowany został „strapczy" miejscowy, chciwy łapownik, niegdyś semi- 
narzysta, zupełnie pozbawiony sumienia. Odrazu i przedewszystkiem za- 
czął on obdzierać każdego, kto wpadł w jego ręce. Chcąc zaś, aby da- 
wali jak najwięcej, straszył ich nieuniknioną jakoby karą śmierci. „Dopóki 
jesteś pan u nas w komisji — mówił pan przewodniczący — dopóty mo- 
żna jeszcze panu pomóc, choć z trudem, jeśli jednak pójdziesz pan pod 
sąd wojenny, wtedy — amen. Oficerkowie tamtejsi i prezes-pułkownik 
zawsze są pijani, najprzód nie znają przepisów prawa, a następnie nie 
mogą dla nikogo mieć względów"... Więc też płacono, płacono sowicie 
panu przewodniczącemu. W tej samej Orszy, dla braku odpowiednich 
oficerów, gubernator Beklemiszew mianował naczelnikiem wojennym do- 
tych:zasowego dozorcę akcyzy. „Zająwszy tak wysokie stanowisko — pi- 
sze dalej Orlicki — Timofiej Siemienowicz przedewszystkiem się upił. 
Od rana do późnej nocy w jego domu stół był zastawiony rozmaitego 
rodzaju przekąskami, a stoliki do kart wiecznie były otwarte. Chłopi 
przywozili przyaresztowanych obywateli, albo schwytanych w lesie, albo 
wprost, i to w ogromnej większości, wyciągniętych z własnych domów. 
Były akcyźnik związanych i wystraszonych przyjmował na ganku słowami: 
— Czy widzicie te wrota? — Widzimy. — A więc powieszę zaraz na 
nich każdego, kogo zechcę. Ukorzcie się i żałujcie za grzechy... Dawano 
więc łapówki w przyjętej formie pożyczki, na którą naczelnik wystawiał 
rewers, choć oczywiście mowy nie mogło być o tern, aby ktokolwiek 
śmiał się później o jej zwrot upominać". 

Utworzony w Mohilewie sąd wojenny przystąpił niebawem do fero- 
wania wyroków. Z młodzieży, uczestniczącej w oddziale horeckim, znacz- 
na część postanowiła oświadczyć w sądzie, że nie dlatego złożyła broń 
przed d. 1 maja st. stylu, iżby spodziewała się z tego względu amnestji, 
lecz jedynie dlatego, że nie miała środków, aby dalej kontynuować 
powstanie-). Oświadczenie takie złożyło istotnie 40 wychowańców insty- 
tutu boreckiego'). Reszta tłómaczyła się, że złożyła broń w oczekiwaniu 

') Orlicki 1. c. 

-) Z listu A. Jastrzębskiego do p A. Kręckiego, w zbiorach tego ostatniego. List 
datowany 27 października 1908 r. z Irkucka. 

'I Podajemy poniżej ich nazwiska: Bronisław Antonowicz, Romuald Balbaszewski, 
Stanisław Czempkowski, Rajmund Czerwiński, Karol Dziekoński, Edmund Dzierdziejewski, 
Teofil Giedgowd, Aleksander Olodkowski, Ignacy Janczewski, Konstanty i Michał Janków- 



32 

łaski monarsze!. Sąd wojenny postanowił tych czterdziestu skazać do 
ciężkich robót na Syberję, pozostałych zaś, po złożeniu przez nich pono- 
wnej przysięgi poddańczej, zesłać na .mieszkanie" lub „osiedlenie". 
Jeden z tych ostatnich, August Kuszelewski, odmówił w ostatniej chwili 
złożenia przysięgi, za co ponownie oddany był pod sąd i skazany na 12 
lat ciężkich robót. 

Niemniej surowe kary spadły i na uczestników pozostałych partyj 
mohilewskich. Skazywano ich na ciężkie roboty, lub na długoletnie osie- 
dlenie na Syberji. \Vykaz urzędowy tych skazańców, lubo bynajmniej nie 
kompletny, jak to mieliśmy sposobność sprawdzić, obejmuje 167 nazwisk 
osób, pochodzących z gub. mohilewskiej'). Spis dodatkowy podaje jeszcze 
nazwisk 20. A dodać należy, iż znaczna liczba młodzieży, studjującej 
w instytucie horeckim, ale pochodzącej z innych gubernij, podana została 
w innych wykazach. Nadto listy te obejmują tylko kategorje skazańców, 
pozbawionych praw. Zesłańców administracyjnych obliczyć nie sposób. 
Liczba ich sięgała zapewne w samej tylko gub. mohilewskiej powyżej ty- 
siąca osób. 

Osobną kategorje, nie spisaną dotychczas dokładnie, stanowiła drobna 
szlachta. Wyrzucono jej teraz niemałą ilość z granic gub. mohilewskiej. 
Głośnem było zniszczenie szlachty z pow. rohaczewskiego, z zaścianka 
Sianożatek. Były to przeważnie rodziny /.ółtków. Za niestwierdzoną zresz- 
tą ściśle „życzliwość" względem powstania, popalono im domy, zabudo- 
wania i dobytek, poczem wielu z nich popędzono nad granicę Syberji, do 
gub. permskiej i orenburskiej. Tak samo przewieziono z mohilewszczyzny 
do gub. orenburskiej sporo rodzin drobno szlacheckich z okolic Antuszek 
i Ciercieża. 

Na zabranie Polakom jak największej ilości ziemi położono wogóle 
nacisk możliwie bezwzględny. Więc przedewszystkiem, wszystkim skazańcom 
z kategorji pozbawionych praw zabrano majątki drogą kenfiskaty. 
Było w tej liczbie nie mało dużych majątków, np. Krasne w p. czerykow- 
skim po Tadeuszu Czudowskim — 1.863 dzies.. Górna Toszczyca w pow. 
rohaczewskim, po Tomaszu Hryniewiczu— 1.573 dzies., Jaroszówka i Buda 
w p. klimowickim Michała Arcimowicza — 1.238 dzies., Kartaszewicze 
w p. orszańskim Antoniego Karnickiego — 1.200 dzies., Pohostyszcze 
w tymże powiecie Antoniego Pióry — 869 dzies. Ogółem w gub. mohi- 
lewskiej skonfiskowano 17 majątków obszaru 14.203 dzies. Ponadto 79 
majątków, należących do osób, zesłanych administracyjnie w głąb cesar- 
stwa, wystawiono na sprzedaż przymusową w obce ręce: w pow. bychow- 
skim — 6 majątków, czausowskim — 15, czerykowskim — 9, horeckim— 1, 

scy, Adam Jastrzębski. Piotr Jermołowicz, Józef Kasperowicz, Jerzy Kassal<, Donat Kildysz, 
Bolesław Kisielewski, Narcyz Kopernicki, Paweł Kozielic, Jan Kryształowicz, Eugenjusz 
i Józef Latoskowicze, Józef Łappo, Jan Łepkowski, Józef Malinowski, Stefan Morgulec, 
Adolf Onichimowski, Konstanty Płaskowicki, Włodzimierz Rabiej, Konstanty Rapacki, Broni- 
sław Rodniewski, Erazm Rossowski, Władysław Sawicki, Apollon Sokołów, Bolesław Sto- 
pieński, Maurycy Sulistrowski, Piotr Celestyn Suryn, Wiktor Swiechow<ki, Stanisław Wis- 
kowski i Romuald Złotkowski. Zastrzec się jednjk musimy, że lista powyższa, ułożona 
na podstawie urzędowego wykazu skazańców, oraz wzmiankowanego powyżej listu Ja- 
strzębskiego, może jeszcze ulec pewnym, drobnym zresztą poprawkom. 

') „Ałfawitnyj spisok politiczeskim prestupnikam, liszonnym po sudu praw sosto- 
janja, imuszczestwa koich podleżat konfiskacji w kaznu'. Wilno b. d. 



33 

klimowickim — 4, mohilewskim — 7, mścisławskim — 12, orszańskim — 9, 
rohaczewskim — 8 i sietiskim — -8'). Wyszły w ten sposób z rąk polskich 
znowu znaczne obszary ziemi, ni. in. Cichinicze Oskierków w p. roha- 
czewskim — 8.537 dzies., Drybin Ciechanowieckich w p. czausowskim — 
3.225 dzies , Żabiełyszyn Bułharynów w p. khmowickim — 3.169 dzies., 
Soroczyn ŚwKjckich w p. bychowskim — 3.111 dzies., Niekludow Osie- 
cimskich w p. sienskim — 2.985 dzies., Rozsochy Wykowskich w p. roha- 
czewskim — 2.797 dzies. i w. in. Ukaz grudniowy z r. 1865, zabraniający 
Polakom nabywania ziemi na własność na obszarach Litwy i Rusi, był 
jednak niewątpliwie pod tym wględem ciosem najsilniejszym i najdotkliw- 
szym. 

Rozpoczęta została jednocześnie na terenie gub. mohilewskiej, jak 
i na całej Litwie historycznej, zażarta akcja tępienia katolicyzmu. Poza- 
mykano zatem i poprzerabiano na cerkwie liczne kościoły, m. in. głośny, 
szeroko słynący wśród nabożnych z cudownego obrazu, kościół w Biały- 
niczach. Nawracano również przemocą na prawosławie całe wsie katolickie. 
Tak np. w d. 29 maja st. st. 1867 r. „przyłączono do prawosławia" włoś- 
cian-katolików z gmm mikulińskiej i rudniańskiej w pow. orszańskim^). 

Ruch zbrojny w gub. mohilewskiej przetrwać zdołał, jak widzieliśmy, 
zaledwie parę tygodni. Ale organizacja powstańcza zlikwidowana tu zo- 
stała znacznie później, głównie skutkiem aresztowania najpierw komisarza 
Rządu Narodowego na województwo mohilewskie, Parfjanowicza, który w wię- 
zieniu śledczem okazał się osobistością tchórzliwą i lichą, a potem w paź- 
dzierniku, wojewody mińskiego, łączącego w swem ręku już w tym osta- 
tnim, trudnym okresie wszystkie mci organizacji w obu województwach: 
mińskiem i inohilewskiem — Michała Oskierki. Był to człowiek niespo- 
żytej energji i niezłomnego hartu ducha. Po półrocznem śledztwie roz- 
strzelany został w Mohilfwie, dnia 10 maja 1864 r.'). 

Zapanowała na całe półwiecze nad krajem noc głucha, nieprzejrzana. 
Żywioł polski, usunięty zupełnie brutalną dłonią z życia publicznego, za- 
mknął się w zaciszu domowem, trzymając się wszelkiemi siłami ziemi, jako 
podstawy bytu i przyszłości. Dopiero teraz, podczas straszliwej zawieruchy 
wojennej, organizować się znów zaczął jawnie, tworząc szkoły i instytucje 
polskie. Któż obliczy, ile siły wytrwania, ile zadatków na przyszłość rzu- 
cił w tę daleką, kresową ziemię ów krótkotrwały ruch zbrojny, który aż 
tu, na starym szlaku wojennym Ostrogskich, Żółkiewskich i Poniatowskich 
za cenę przelanej krwi, za cenę męki całego pokolenia stwierdzić miał do- 
wolnie, że nawet najdalsze kresy dawnej Rzeczypospolitej ciążyć będą 
zawsze ku Polsce... 



') .Sjiisok wysbniniM iz kraj.i ziemlewładielcain Mogilewskoj gub. Imienja koich na 
osiiowanji ulijza 10 dt'k;iliri;i lS(i,''j g. podleżat oblazatelnoj prodaże'. Rzadki druk bez dały 
i niiejsc;i wydania. 

■■') Wiestnik Zapadnoj Rossii z i. 1867, ks. 5-ta 

^) I. S. .N.1 Białorusi" w n. 12 Dziennika Wileńskiego z r. 1906 oraz te- 
goż .Ostatnie cliwilc Michała Oskierki" wn. 1,3, i4 0onca Wileńskiegozr. 1908. 
Patrz również: Pamiętniki .lakóba Gieysztora. 



E1^I>C ATA. 



Str. 



8 wie 

8 

9 

9 

9 
10 
13 
10 



rsz 10 od doili zamiast: Ubecka -powinno być: Lipiecka. 



10 . . , Samborskiej— powinno być: Tambowskiej. 

10 . . . Górek— powinno być: Horek. 

1 . . po wyrazie: fałszywych— opuszczono: źródłach. 

1 , . zamiast: pan-:ict(iikowcach— powinno być: pamiętnikarskich. 

3 , , . Koriczew —bowinno być: Kriczew. 

4 ^ . . brygady— powinno być: komendy. 

30 od góry . Wirkowski -powinno być: Wiskowski. 



.<o^^^. 




>'/